• Wpisów:177
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:199 dni temu
  • Licznik odwiedzin:41 290 / 2853 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
hejka kochani dawno mnie tu nie było jak tam wam się żyję

chciałam wam życzyć wesołych świąt wielkanocnych i mokrego dyngusa
 

 
Rozdział 2 gdzie jestem i co sasuke-kun tu robi

Następnego dnia obudziła sie w ciemnym pokoju bez okien istna ciemność nagle ktoś otworzył drzwi jasne oświetlające światło świec gdy się przyzwycaiłam spojrzałam na osobnika to był Sasuke-kun dlaczego mnie porwałeś rozwiąż mnie żebyś uciekła nie ma mowy dlaczego mnie porwałeś bo jesteś mi potrzebna do zniszczenia konohy nigdy w życiu ci nie pomogę zniszczyć konohy wypuść mnie lepiej coś zjedz jak mam niby to zrobić jak mnie zwiazałeś hmmm to cię nakamrmię słucham no powiedz Aaaaaaaa pozwoliłam mu się nakarmić po zjedzeniu i wypić herbaty zaśnełam
 

 
Rozdział 1 śmierć jijary-sama zniknięcie sakury

nastał kolejny ­dzień właśnie s­tałam z łóżka p­osłam do łazien­ki zjadłam śnia­danie powoli ru­szyłam na pole ­treningowe gdzi­e mam się spotk­ać z drużyna gd­y doszłam na mi­ejsce to kakash­i-sensei nie mi­ał dobrych wieś­ci dla nas jiraja-senpai n­ie żyje zginą w­ walczę z konon­ z jednym człon­kiem Akatsuki g­dy wracałam kto­ś mnie napadł n­ie widziałam tw­arzy osobnika a­le odrazu. mnie­ zaatakował wal­czyła z nim on ­używał takich t­echnik których ­sama nie znałam­ nagle poczułam­ że ktoś uderzył mnie w ­głowę i zemdlał­am sen sakury­: to był piękn­y dzień po tren­ingu Naru-kun z­aprosił mnie na­ ramen po skońc­zeniu ramenu ch­ciał mnie odpro­wadzić ale odmó­wiłam w tedy Sa­suke-kun. opusz­czał wioskę pró­bowałam go pows­trzymać ale bez­ skutku nagle znalazł s­ię za mną uderz­ył mnie i powie­dział tylko dzi­ękuje i znikną
 

 
Heja ludziska jak tam wam mija tydzień
 

 
HISTORIA Miłości CZARODZIEJKI I SPECJALISTY

PEWNEGO DNIA A SZKOLE DLA CZARODZIEJEK PIĘKNA DZIEWCZYNA OBUDZIŁA SIĘ I MYŚLAŁA SORIĘ ‘’PEWNIE ZNÓW MNIE NIE ZAUWAŻY BO WYGLĄDAM JAK CHŁOPAK WIĘC ZMIENIĘ SWÓJ WYGLĄD ‘’
PIERWSZE PO SZŁA DO FRYZJERA A PO TEM DO SKLEPU KUPIĆ SOBIE NOWE UBRANIA WRÓCIŁA ABY SIĘ PRZEBRAĆ I POSŁA NA ZAJĘCIA BO JEJ PRZYJACIÓŁKI JUŻ NA NIĄ CZEKAŁY
- MUSA TO TY (ZAPYTAŁA SIĘ STELLA )
- TAK POSTANOWIŁAM COŚ ZMIENIĆ I CO PODOBA SIĘ CZY NIE
- SUPER WYGLĄDASZ
- HEJ DZIEWCZYNY
- HEJ MAŁA KIM JESTEŚ (MÓWI BRANDON )
- TO JA MUSA
- SUPER WYGLĄDASZ NIECH ZGADNĘ TO DLA RIVENA
- TAK SPODOBAM MU SIĘ
- NO JASNE MÓWIĄ CHŁOPCY
- SIEMA WSZYSTKIM A TO KTO ??????????????????
- MUSA PRAWDA ZE ŚLICZNIE WYGLĄDA
- NIE BO WYGLĄDA PRZE PIĘKNIE
- CHODŹMY NA LEKCJE
- MUSA MOŻEMY POGADAĆ
- TAK PEWNIE
- MAM TAKIE PYTANIE CZY PÓJDZIESZ ZE MNĄ NA PIKNIK
- A TO DLATEGO ZE INACZEJ SIĘ UBRAŁAM I UCZESAŁAM BO PRZEDTEM BYŁAM BRZYDKA
- NIE TO NIE TAK
- POSTARAJ SIĘ ODROBINĘ
-YMMM TO CO
- IDE NA LEKCJE PO TEM CI ODPOWIEM JASNE
- TAK
- I TERAZ CO MAM ZROBIĆ BLOOM
- SPOTKAJ SIĘ Z NIM DOBRZE
- IDZIEMY NA ZAKUPY
- STELLA
TYM CZASIE U SPECJALISTÓW
- RIVEN WIDZIAŁEŚ DZIŚ MUSĘ
- TAK I CO POWIESZ
- PIĘKNIE WYGLĄDAŁA DZISIAJ I ZAPROSIŁEM JĄ NA SPOTKANIE I CZEKAM NA ODPOWIEDZ
- DLACZEGO
- BO MYŚLI ZE JA ZAPROSIŁEM JĄ TYLKO BO ZMIENIŁA UBIÓR
- A NIE JEST TAK
-NIE
-CO TO (PYTA SIĘ TIMY)
- TO MÓJ TELEFON (MÓWI RIVEN )
- HALO
- TO JA MUSA
- HEJ I CO
- SPOTKAM SIĘ Z TOBĄ
- JUTRO o 18;00 CO
- OCZYWIŚCIE
- chłopaki mam randkę z muzą
-gratulację
-dziewczyny mam randkę
-super
-a co się ubierzesz
-no nie wiem
-no to Stella ci pomoże
-dzięki
-no i co
-ślicznie
-no to leć
- no pa
-powodzenia
hej Riven
- hej Musa ślicznie wyglądasz
-dzięki
o to jak wyglądają na randce

-no to gdzie idziemy
-do restauracji
-super
-no Skye pomógł mi załatwić rezerwację
- a Stella pomogła mi wybrać to
Musa daje mu prezent
-dziękuje śliczny medalion królewski melodii
- tak tata go dostał od mamy kiedy byli razem a skoro chcesz być ze mną to dam ci go okej
-dziękuje ci to Chojny prezent
-tak
-a ja mam dla ciebie prezent
-tak a jaki
-pierścionek zaręczynowy
- Muso wyjdziesz za mnie
-tak
następnego dnia Alfei
-jestem zaręczona z Rivenem
-super odbędzie się przyjęcie za godzinę
-okej dzwonie do niego
Musa opowiada Rivenowi o przyjęciu zaręczynowym on też się szykuję
którzy dają koncert na przyjęciu
mija 5 miesięcy Musa i Riven biorą ślub
-jak się czujesz
-trochę się boje
-nie bój się
-wszystkie jesteście mężatkami i nie wiem jak to jest
-wspaniale
-to super
-czas idziemy Musą
-tak tato
-gotowa
-tak tato dzięki sukni mamy
-tak dobrze że ją zachowałem
-tak
- koniec
 

 
roział 7 (odbudować klan Ucicha)

Minęły trzy miesiące. Tsunade czuła się lepiej, ale nie mogła jeszcze przejąć obowiązków hokage. Naruto nie zbyt radził sobie jako byciu hokage. On tylko siedział na fotelu, a Sakura uzupełniała jego papiery bo nie mogła już patrzyć jak on to robi. Naruto zdał sobie sprawę, że i tak chce być hokage, ale tym najlepszym.
:U Hokage:
-Naruto...?-zapytała Sakura nie pukając
-Sakura tu się puka-powiedział blondyn
-I co z tego?
-Za to, że nie zapukałaś dasz mi buziaka w policzek-uśmiechnął się chytrze lisek.
-Nie ma mowy!-krzyknęła bardzo głośno na Naruto, że blondyn o mało nie stracił słuchu.
-Dobrze Sakura-chan, a co chciałaś
-Nniech pomyśle... a tak wyjść z Konohy. No wiesz by to nie wyglądało, że ja jestem zdrajcą-uśmiechnęła się do niebieskookiego
-Dobrze...Sakurciu
-Dzięki powiedziała Sakura i wyszła.Szła tak uliczkami Konohy i doszła do bramy. Przeszła przez bramę i poszła na najbliższą polankę. Kiedy przyszła na polankę zobaczyła.Chłopaka o czarnych oczach i włosach.To był Sasuke. Miał bardzo głębokie rany i kaszlał krwią. Sakura podbiegła do niego i zaczęła leczyć zieloną czakrą. Godzinę później skończyła. Nie było ślady ran i nie kaszlał krwią. Przytuliła się mocno do chłopaka.
-Sakura co ty robisz?-spytał Sasuke. Różowo-włosa przestała go przytulać. Popatrzyła się na niego był on zarumieniony.
-Sasuke-kun ty się rumienisz-powiedziała to również rumieniąc się
-Ty również
-Sauke jak z...-nie dokończyła bo Sasuke jej przerwał
-Orochimaru już nie żyje uśmiechnął się lekko i pocałował dziewczynę. Kunoichi odepchnęła go od siebie.
-Co ty robisz!-krzyknęła na niego
-Sakura co się stało?-zapytał zaciekawiony.
-Sasuke kocham Cię,ale nie chce być mnie kolejny raz zranił.A teraz wracajmy do Konohy. Wrócili do Konohy poszli do hokage. Do roli hokage wróciła Tsunade. Blondynka uśmiechnęła się i zgodziła się by Sasuke wrócił do wioski. Sasuke z Sakurą wyszli z biura.
-Sasuke ja idę do domu no to papatki powiedziała zielonooka idąc już powoli. Nagle Sasuke złapał ją za rękę. Dziewczyna się odwróciła do niego. Chciała się wyrwać ale on mówił.
-Sakura ja Ciebie już nigdy nie zranię. Naprawdę. Ja... Ciebie kocham. I chciałbym odbudować z Tobą klan Uchiha powiedział jej to
. Kunoichi popatrzyła na niego. Jego spojrzenie na nią były ciepłe.
-Sasuke ja Ciebie też kocham-powiedziała to i przytuliła się do niego.
 

 
Rozdział 6 (misja)

Sasuke zaprosił Naruto do domu. Rozmawiali o Sakurze
-Sasuke jak zranisz Sakurcie to pożałujesz tego. Rozumiesz?-mówił blondyn
-No dobrze, ale czemu mi to mówisz?-powiedział brunet
-No bo Sakura Ciebie kocha i nie chce byś ją znów zranił-powiedział niebieskooki do Sasuke, lekko się do niego uśmiechając.
-Aha
-Sasuke,a ty kochasz Sakurcie?
-Czemu się mnie pytasz o to?
-No bo Sakura powiedziała,że ją pocałowałeś.
-Naruto nie mów jej tego, ale tak, kocham ją i kahałem.
-Sasuke nie rozumiem, ty ją kochałeś?
-No tak, wiem jak się zachowywałem, ale musiałem zabić brata. Nie chciałem by coś się jej stało-powiedział czarnooki
-Aha- Naruto bardzo się ucieszył jak to usłyszał i poszedł do domu.W ten miesiąc Sakura i Sasuke zachowywali się jak normalni przyjaciele. Minął miesiąc próbny Sasuke w wiosce liścia. Drużyna 7 miała misje mieli się spotkać pod bramą o 7.00. Ich misja polegała na dostarczenie zwoju do wioski Piasku.
 

 
rozdział 5 (sakura)

Sakura chciała by ten pocałunek trwał wieki, ale niestety wszystko co dobre szybko się kończy.
-Sasuke czemu mnie pocałowałeś?-zapytała różowo-włosa
-...-nie odpowiedział.
-Jak weszłaś? znów go zapytała
-Zapomniałaś zamknąć drzwi na klucz-odpowiedział
-Aha
-A mam do Ciebie pytanie
-Jakie?
-Czy mógłbym u Ciebie nocować?
-Pod jednym warunkiem. Będziesz spał na kanapie.
-Okey-zgodził się brunet. Kunoichi dała mu poduszkę i kołdrę.
-Idź sobie pościel-rozkazała mu zielonooka. Chłopak poszedł i pościelił. Różowo-włosa poszła pod prysznic, po prysznicu poszła do łóżka spać. Czarnowłosy poszedł również spać, ale kanapie. Nastał nowy dzień. Sakura otworzyła swe zielone oczy. Przebrała się. Zeszła na dół zobaczyła, Sasuke. Sasuke był już ubrany.
-Sakura pójdziemy na spacer?-zapytał brunet
-Nie-odpowiedziała różowo-włosa
-Czemu?
-Bo nie!
-No powiedz
-Na pewno tego chcesz?
-Tak
-Ok. już mnie zraniłeś. I nie chce byś to znowu zrobił, a teraz wyjdź z mojego domu-powiedziała zdenerwowaniem. Czarnooki wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Dziewczyna zjadła śniadanie i poszła do parku. Usiadła na ławce. Na tej, której wspomnienia przywracały. Po chwili zobaczyła blondyna.
-Sakura-chan coś się stało-zapytał Naruto
-Nie-odpowiedziała uśmiechając się
-Sakura wiem, że coś się z Tobą dzieje tylko powiedz co!
-No dobra. Sasuke jak odchodził to mnie mocno zranił, a wczoraj w nocy mnie pocałował i jestem dla niego surowa. Naruto ja go kocham, ale nie chce by mnie znów zranił-Sakura mówiąc to zaczęły jej spływać łzy po policzku
-Sakura daj mu drugą szanse-niebieskooki powiedział jej to chodź był smutny ponieważ ona go nie kocha.
-Dziękuje Naruto. Papa-powiedziała to. Wstała z ławki i pomachała Naruto.
Naruto później poszedł do Sasuke. Zapukał do drzwi. Sasuke otworzył drzwi spojrzał na blondyna zimnym spojrzeniem. -Czego?-zapytał Sasuke
-Ja tu tylko sprawie Sakury powiedział blondyn
 

 
rozdział 4(pocałunek)



Minął dzień, minęła noc. Była już 11.40. Wtedy Sasuke wyszedł z domu i poszedł do biura hokage.
:U hokage:
Ktoś zapukał do drzwi.
-Wejść-powiedziała jak zawsze
-Hokage jestem, jak chciałaś-powiedział młody Uchiha
-Sasuke, jesteś w Konoha na próbę, a ta próba będzie trwała miesiąc. Jeden zły ruch, a już nigdy nie zobaczysz wioski liścia. Rozumiemy się?
-Dobrze Hokage, a do jakieś drużyny będę należał?
-Hmm...Tak do drużyny Kakashiego. Czyli będziesz z Sakurą Haruno, Naruto Uzumakim, Saiem i z Kakashim
-Aha, dobrze
-Już powiedziałam Kakashiemu, że będziesz do jego drużyny należeć, a teraz wyjdź-powiedziała blondynka, po chwili czarnooki wyszedł. Szedł uliczkami wioski. Zobaczył dziewczynę o różowych włosach i zielonych oczach. Od razu rozpoznał ją i wiedział, że to Sakura.
-Sakura zaczekaj- krzyknął czarnowłosy.Dziewczyna się do niego odwróciła.
-Oh Sasuke szepnęła do siebie i zaczęła uciekać przed nim. Nie miała zamiaru go znać, widzieć.
-Sakura zaczekaj-powiedział do niej. Dziewczyna postanowiła na niego zaczekać.
-Sasuke czego chcesz i co ty tu robisz w tej wiosce?-pytała chłopaka rózowołosa
-Ja wróciłem i będę z tobą w drużynie powiedział do Haruno
-Aha, a teraz pozwól, że pójdę powiedziała.Nie czekała na odpowiedz od niego i pobiegła do swojego domu. Sakura siedziała na swoim łóżku, myślała wciąż o Sasuke. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Kunoichi zeszłą na dół i otworzyła drzwi. Zobaczyła Sasuke.
-Cześć Sakura, możemy pogadać?-zapytał czarnowłosy
-Nie! krzyknęła zielonooka. Trzasnęła drzwiami przed nosem bruneta. Dziewczyna weszła na górę i poszła do swojego pokoju(Sakura mieszkała sama). Nagle drzwi od jej pokoju zostały otworzone. Sakura miała strach w oczach. Zobaczyła chłopaka, który ją zostawił.
-Sa...-nie dokończyła bo brunet pocałował dziewczynę.
 

 
rozział 3(powrut sasuke)


Była noc. Sakura po dziesięciu minutach się obudziła. Myślała czemu, Sasuke ją pocałował. Spojrzała przez okno zobaczyła Saia i Naruto jak gdzieś idą. Zbiegła ze schodów i wyszła z domu.
-Naruto, Sai!-wykrzyknęła
-O Sakura-chan-powiedział blondyn
-Gdzie wy idziecie?-zapytała
-My...?-zapytał czarnooki
-Tak wy!-powiedziała różowo-włosa
-No bo my...Poprosiliśmy Hokage byśmy mogli poszukać Sasuke by wrócił-powiedział niebieskooki
-A ja moge pójść z wami?-zapytała zielonooka
-Niestety nie Sakurciu powiedział smutną miną Naruto. Dziewczynie spływały łzy po policzku.
-Nie płacz tym razem ja i Naruto sprowadzimy, Sasuke powiedział brunet, ocierając dziewczynie łzy. Po chwili oni poszli dalej. Kunoichi im pomachała.
:Gdzieś w lesie ,,Wielkiej Śmierci":
-Naruto musimy się rozdzielić-powiedział Sai
-Tak-odpowiedział zdecydowanie Naruto
Sai i Naruto się rozdzielili. Minęły trzy dni. Sai spotkał Sasuke.
-Witaj Sasuke powiedział Sai
-Ja ciebie znam, a mógłbyś się przedstawić?
-Jestem Sai
-A jak tam Sakura zapytał Sasuke
-Czy ty nie zauważyłeś, że ona za Tobą płakała. Modliła się za ciebie by Ci się nic nie stało. I mówię Ci, że ją bardzo mocno zraniłeś-powiedział. Chwilkę później Sasuke z Saiem zobaczyli blondyna.
-Sasuke to ty?-zapytał niebieskooki
-Tak, ale ja myślałem, że ty zginąłeś-zapytał się go Sasuke
-Tak było, ale teraz żyje-powiedział blondyn, chodź sam nie wiedział czemu on żyje. Uzumaki popatrzył się na Saia a później na Uchihe, było mu widać,że siebie nie lubią.
-Sasuke...Wróć z nami do konohy powiedział blondyn. Dziesięć minut minęło aż Sasuke odpowiedział.
-No dobrze.
:W biurze Tsunade:
Do drzwi zapukał ktoś.
-Wejść powiedziała krótko blondynka.
-Cześć babciu-powiedział Naruto. Byli z nim Sasuke i Sai.
-Ja Ci zaraz dam babciu-powiedziała i uderzyła blondyna. Niebieskooki poleciał w dal parę metrów.
-Sasuke czyli już wróciłeś-
-Taaa odpowiedział krótko Sasuke
-Jutro przyjdź do mnie o 12.00 powiem Ci szczegóły, a teraz idźcie-powiedziała i po tych słowach wszyscy poszli.
 

 
rozział 2 (list)

Drużyna 7 szła przez Ścieszka aż Yamato powiedział że tu rozbiją swoje namioty. Cała czwórka, gdy rozbiła namioty to Yamato prosił Saia na osobności.
-Sai nie możesz nikomu tego mówić zwłaszcza Sakurze, zrozumiano?-z spytał Yamato
-Tak-powiedział krótko
Yamato mówił Saiowi o tym liście Sasuke.
W tym czasie Sakura robiła kolacje.Jak Sakura zrobiła kolejce wrócili Sai i Yamato.
-Sakura-chan czemu nie zrobiłaś ramen tylko kanapki!-krzyknął Naruto
-Naruto coś mówiłeś-Krzyknęła ze złością Sakura
-Nie nic kanapki też mogą być-powiedział blondyn, który się bał Sakury, że go walnie mocno.
Gdy wszyscy zjedli Sakura spytała Yamato
-Kapitanie skąd wiesz gdzie jest Sasuke?
-Hmm... będziemy go szukać wszędzie odpowiedział kłamstwem różowo włoszej Yamato
-Ale to bez sensu, tak możemy szukać go szukać wiekami- powiedziała ze złością Sakura, uważając,że ją okłamuje.Zapadła noc, wszyscy poszli spać do swych namiotów.Tylko zielono oka dziewczyna nie spała wyszła z namiotu zauważając, że Yamato gdzieś wychodzi.Pomyślała, że to odpowiedni moment by przeszukać jego namiot.
Szukała czegoś w jego namiocie, aż zobaczyła list do niej od Sasuke przeczytało go. Było w nim napisane

Sakura
Pisze ten list by Ci powiedzieć, że spełniłem swoją zemstę, czyli zabiłem Itachiego, ale nie tylko jego zabiłem również Orochimaru. Będę w lesie ,,Wielkiej Śmierci"by poszukać jakieś kryjówki z moją nową drużna,,Hebi"jeśli będziesz w tym lesie moja drużyna Ciebie zabije!

Sasuke

Dziewczyna czytając to miała łzy w oczach

zostawiła list i pobiegła do swojego namiotu.
 

 
rozdział 1 (złamane serce)

Pewnego ranka drużyna ,,7" wracała z misji. Wtem do sensei pochodzi dziewczyna o różowych włosach i zielonych tęczówkach, i mówi:

- Sensei Kakasi możemy zrobić przerwę? bolą mnie nogi.- Powiedziała Sakura.

- Dobra robimy piętnastu minutową przerwę. - I zniknoł gdzieś w lesie.

Chłopaki ściągi plecaki i usieli na kamieniu.Nagle podchodzi o nich różowo-włosa i mówi.

-Hejka, o czym rozmawiacie?

-O niczym. - oznajmił chłopak o czarnych włosach i ciemnych jak noc oczach który miał na imię Sasuka Uczicha.

-Ie poszukać Kakasziego powinniśmy już ruszać. - i wyruszyła w las.

-Hej Sasuke co czujesz o Sakury?- Spytał Naruto mały blondyn o demonie lisa o dziewięciu ogonach.

- Co to zapytanie?A tak w ogóle co cię to obchodzi!- wymamrotał Uchiha.

-Nic. A pytanie normalne co czujesz o Sakury, czy ją nienawidzisz czy kochasz?

-Eee! morze zmieńmy temat co Naruto?

Dobra.

Sasuke bał się iż się wyda ,że coś do niej czuje, a tak naprawę podkochiwał się w niej.

W ten wróciła Sakura z Kakaszim. I ruszyli w dalszą drogę.

******************WIECZÓR**************************

Była godz. 22:30.Więc postanowili , że rozbiją namioty i tak zrobili potem wyznaczyli

kto pełni pierwszą wartę. A więc :

1.- Sasuke Uczicha

2.- Sakura Haruno

3.- Naruto Uzumaki

4.- Kakaszi Hatake

Wszyscy poszli spać oprócz Sasuke gdyż on pełnił pierwszą wartę. Podczas warty poszedł po kwiaty dla dziewczyny. Zajęło mu to cztery godz. Tyle każdy miał stać na czatach. Gdy wrócił i wszedł do namiotu różowo włoszej jej tam niebyła rzucił kwiaty i pobiegł obudzić resztę.

- hej Sakura zniknęła!!!!!!!!!!!!!!!!!

- Rozdzielmy się i jej poszukajmy.

-O.K!

Czarno włosy szedł na północny-wschód i zobaczył dziewczynę , związaną pod drzewem. Przybliżył się i ukazała mu się inna postać był to Oroczimaru.

- Czego od niej chcesz to mnie przecież szukasz.

- Nie zbliżaj się bo ją zabiję!!- mówiąc to Oroczimaru wyciągną kunaj i przyłożył dziewczynie o gardła, a jej spłynęła łza która Sasuke zauważył.

- Czego ode mnie chcesz?!

- Dołącz do mnie a ją uwolnię.

- Dobra.

I Oroczimaru rozwiązał Sakurę a ona pobiegła o czarno włoszego i powiedziała.

- Sasuke nie! Nie rób tego ja ja ciebie kocham!!!!
- Ja ciebie też zabije gi i wruce a i zaopiekuj się moimi kluczami od domu zaniedługo wrucę. - pocałował ją i zniknoł we mgle.
 

 
Nastał kolejny piękny dzień w Tokio w pewnym domu w pięknym pokoju budziła się różowo-włosa

była godzina 6.30 zwlekała się z łózka gdy już stanęła z łózka to posła do łazienki wykonała poranne czynności

gdy wyszła z łazienki to posła do swojego pokoju się ubrać wzięła do rąk swój Nowy mundurek był piękny ale Sakura nie lubiła jak wszyscy są ubrani tak jak ona wolała sama klarować swój własny styl

ubrała mundurek na głowę założyła opaskę i spuściła włosy luzem gdy się ubrała zeszła na duł zjadła śniadanie i czekała na przyjaciółkę bo wczorajszego wieczora powiedziała jej ze Hinaty tata je odwiezie do nowej szkoły po 15 minutach sakra usłyszała klakson i sypko założyła buty i wzięła sweter i pożegnała się z mama tata i 2 braćmi i wsiadła do samochodu przywitała się z Hinatą i jej tatą po 15 min były na miejscu wysiadły pożegnały się z ojcem Hinaty i weszły do budynku jaką mamy 1 lekcje saku

Hemie musimy znaleźć klasę 105 po 5 min kręcenia się po szkole znalazły klasę 105 i weszły do środka zajęły ławkę gdzie usiadły do ławki to sakura zaczęła wyciągać z plecaka to co jest potrzebne na lekcje gdy to wszystko położyła na ławkę

to zaczęła się rozglądać po klasie gdy tak się rozglądała to nagle zauważyła chłopaka o czarnych włosach i tego samego koloru oczy gdy tak patrzyła na niego to od razu go poznała to on ją uratował przed Kabuto i jego kolegami

przestań się tak na niego gapić nagle usłyszała za sobą głos jakieś dziewczyny nagle się odwróciła o kogo ci chodzi ty dobrze wiesz o kogo mi chodzi przestań się gapić na mojego Sasuke nie gapie se na niego

nie pieprz mi takich głupot nie jestem ślepa przestań się gapić na mojego Sasuke

powtarzasz się wiesz o tym okularnico Karin chciała uderzyć Sakure ale w sama porę ktoś zatrzymał jej dłoń ( a był to przystojny blondyn o niebieskich jak ocean oczach ) tej szczenie zainteresował się pewien chłopak o czarnych jak smoła oczach i włosach tego samego kolory przyglądał się pewnej różowo włosej dziewczynie kogoś mu przypominała ale nie mógł sobie przypomnieć cholera co to za laska kogoś mi przypomina ale kogo cholera

Karin odwal się od niej dziewczyna wyrwała swą dłoń i odeszła przysięgając sakurze ze się na niej zemści

nic ci nie jest zapytał się chłopak nie a tak przy okazji nazywam się Sakura Haruno a to Hinata Hyuga a ty jak się zwiesz a przepasam nie przestawiłem się mam na imię Naruto.Naruto Uzumaki

miło mi was poznać nam ciebie też nagle sakura spojrzała na hinate widziała to tylko raz kilka lat temu w pewnym chłopaku nie znała go za bardzo ale chyba miał na imię sai ale niestety pewnego dnia wyjechał bez pożegnania tak po prostu odszedł Hinata przez rok nie mogła się otrząsnąć po złamanym sercu od tamtego dnia Sakura i hinata zaprzyjaźniły się ( bo w tedy nie były przyjaciółkami mijały się na ulicach konochy i znały się tylko z widzenia) Hinata się zakochała w niebiesko okim blondynie

a tak po za tym co tej lasce odbiło no wieś sakura ona jak inne każda laska lata za tym gościem są zakochane w Sasuke Uchiha co ty mówisz serio co ten typek ma w sobie co aż tak zanim latają nikt tego nie wiem dobra siadajmy bo nauczycielka przyjdzie a tak poza tym kto uczy Hemi Pani Kurenaj dobra widzimy się na przerwie ok
  • awatar SAI-7: super opowiadanie nie mogę się doczeka następnego no i zdjęcia super ;)
  • awatar sasuke uchicha: super opowiadanie kiedy następne
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sakura222
 
emosek1313
 
podoba mi się twój blog
 

 
ból cierpienie dają mi odwagę dalej żyć i kroczyć na przód
 

 
po co człowiek żyje jak nie ma celu do życia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Najpierw mój ulubieniec czyli SASUKE UCHIHA. Od dziecka marzył o byciu reżyserem. Jednak rodzice (na szczęście nie żyją...) go nie kochali, a więc kazai mu być jakimś tam porypanym ninją. W dodatku dawali mu jakieś prochy, dzięki którym był szczęśliwy (inaczej) z bycia jakimś tam porypanym ninją o.o i cały czas był przygnębiony i miał nietęgą minę =.=' taką -> ~.~" ale w anime to wycięli. Na szczęście kiedyś w tajnej siedzibie tajnej, złej i podejrzanej organizacji Akatsuki spotkał Alex Anderson, która zaproponowała mu niepłatną pracę reżysera, co było spełnienie, jego marzeń, po czym zaczęła go karmić żelkami. SaśŚ był jej tak wdzięczny, że zaczął do niej pyskować ^^ ona mu odpyskowywała i w ten sposób powstały dialogi o.o' Czasem dołączał się do nich blondyn z odstającymi włosami, czyli NARUTO UZUMAKI, zabawny chłopak, który uwielbia Sakurkę i ramen o.o . Jego rodzice też nie żyją. Naruto, jak coś go porządnie wpieni, zamienia się w Lisiego Demona, przez co go nikt nie lubi, cZego nie rozumiem - lisy są przecież wporzo >.<' Jest cRaZy, nadpobudliwy, głupiutki jak Kubuś Puchatek i ma nawet podobną fryzurę, 24h/dobę zachowuje się jak idiota czyli, jednym słowem, super XDXDXDXD. Lepszy nawet od Sasuke. Ale tylko czasem. Zresztą, SaśŚ jest przystojniejszy *.* I lepiej się ubiera - dres Naruciaka w oczojebnym kolorze jest prawie tak niemodny jak ubrania gości z Akatsuki *.* I SaśŚ ma szaringanowe oko o.o Szaringan 4ever XD
Jest jeszcze SAKURA HARUNO, rushoFFowłosa zjawa, która buja się w Sasku i nie lubi NarućĆia o.o' Yyy, nie ma co się o niej rozpisywać. Jest nudna. Bardzo. I ładniej jej w długich włosach...
A, zapomniałabym o takiej jednej, ktorej imienia i nazwiska zapomniałam..... Chyba INO YAMANAKA, jeśłi można wierzyć googlom o.o'. Ino ma fajną fryzę i nie występuje w naszym opowiadaniu.
Jest jeszcze HINATA HYUUGA, która ma czarne włosy przejrzyste spojrzenie o.o' XDXD
Jednak świat "Naruto" na młodziakach się nie kończy o.o' XD W naszym/moim opowiadaniu z dorosłych występuje tylko (na razie, nie wiem jak bd potem, to znaczy nie wiem dokładnie kto jest dorosły a kto nie o.o' KAKASHI HATAKE czy jakoś tak =.=' Jest on narratorem Wery.... I jest dorosły.... I ma szaringanowe oko o.o

Co do narratora, tylko Wera zgadła.... To był Shiki! ^^
No więc, kto dzisiaj był narratorem? (oczywiście nikt z "Naruto" bo to by było nie fair )
a) Aidou Hanabusa
b) Kain Akatsuki
c) Senri Shiki
d) Wera K *.*
 

 
Ciemna księżycowa noc... Na granatowym nieboskłonie widniał czerwony księżyc, który oświtlał okolice, mówiąc, że niedługo stanie się coś złego. Czerwony blask wpadł do pomieszczenia, w którym znajdowała się jedna osoba. Wiał leciutki wiatr, który wpadł przez otwarte okno, futryna okna udeżyła raptownie o ściane, rozbijając szkło na milon kawałków, które rozkruszyły się po drewnianej podłodze, tworząc zgrzykot...Stałam przy oknie i wpatrywałam się w Pana Nocy. To co sie działo nie było dziwne, każdego to opentało, opentał jakiś demon, lecz ja zostałam, tak jakby mnie odpychał od siebie. Wszyscy po kolei zaczęli padać bezwładnie, słyszałam jak on nadchodzi, Demon, który niszczy wszystko co napotka na swojej drodze, ci który stana mu na drodze i też niewinnych ludzi, przyszedł tu po mnie, ale dlaczego? Było nam dobrze razem więc co on chce! Zemścić się za to, że go opuściłam? Nie może! Nie może krzywdzic innych ludzi. Tylko ja zasłużyłam na te wszystkie tortury i w takim razie na bolesną śmierć, którą On mi szykował. Lecz teraz bałam się go, nie to co wcześniej. Miesiąc temu przeżyłam z nim cudowną noc, czy ona dla niego nic nie znaczyła? Była niczym? Widocznie tak... Byłam dla niego tylko zabawką, którą chciał się pobawić, a potem zabić? Lecz on był teraz demonem i pragnął krwi, słodkiej krwi. Takiej jaką ja miałam, byłam dla niego pożywieniem nie z tej ziemi, taka krew jak ta zdarza sie raz na milon lat... A kiedyś usłyszałam z jego ust : Jesteś jedyna w swoim rodzaju, Sakura. Wtedy nie wiedziałam o co mu tak naprawdę chodzi, lecz teraz już wiem co miał na myśli, jestem normalnym śmiertelnym człowiekiem, który niedługo zginie z rak swojego ukochanego mężczyzny. No cóż, może tak miało być, może to własnie było moim przeznaczeniem, które za parę chwil miało dobiec końca?! Ogarnoł mnie strach, nie wiedziałam czy mam wyjść mu na przeciw, czy stać tutaj i czekać na swoją bolesną śmierć, która ma być męcząca, będzie mną sie bawił, chciał abym cierpiała tak jak On cierpiał, gdy go zdradziłam! Dlatego oddał swoją dusze jak i życie diabłu, który chce mu pomóc w analizowaniu tak mrocznych planów... Dla szatana jest to satysfakcja, bo pogrąża się coraz bardziej w ciemnościach mroku, próbowałam go z tego wyciągnąć, ale był już tak pochłoniety ciemnością w sercu, że nie potrafiłam, byłam bezradna, a teraz w środku nocy czekam na tą jedyną śmierć, która wkońcu nadejdzie... Byłam nawet szczęśliwa, że nadejdzie tak szybko, bo nie umrę jako stara kobieta, tylko jako młoda panna, która poszukuje nadal swojej połówki. Serce dygotało mi jak oszalało, jednak czekanie na śmierć robi swoje! A jeszcze na bolesną śmierć, której oczekje się w tak dziwnej chwili...! Wypuściłam z płuc głośno powietrze, przymykając powieki, to była chwila, parę sekund, słyszałam krzyki ludzi, ludzi umierających w męczarniach i jego śmiech, mnie zostawił sobie na deser, tak jak opisywał moją krew będzie najsłodszą jakom kiedykolwiek odnalazł... Jego śmiech zbliżał się coraz bliżej mnie, moje nogi trzęsły się jak galareta. Bałam się go, bałam ubłaganie, teraz gdy był coraz bliżej nie chciałam umierać, nie chciałam, miałam czas... Ale żyje świecie w którym trzeba płacic za swoje hrzechy, gdzie on porząda każdej krwi nie zwarzając na to co sie stanie, będzie dażył w moją stronę, bo ładnie jej, łaknie? Nie, raczej rząda, chce mieć jedynie dla siebie, tą szkarłatną ciecz! A co się stanie z moim ciałem, gdy zostanę bez kropli krwi. No co?! Zginę!! Tak, to będzie to, lecz ciało nie pozostanie, oj nie, jak nie zostanie ani kropli mojej krwi zmienie się w proch i rozsypię się cała, nic po mnie nie zostanie. Nikt już nie będzie wiedział, że taki ktoś jak Sakura Haruno istniała. Wszyscy zapomną! Usłyszałam zgrzykot otwierającej się klamki, i szuranie drzwi, nie patrzałam na właściciela, nie chciałam, bo dokładnie wiedziałam kto wchodzi do pomieszczenia.... Śmierć! Mój sprawca, który uczyni sobie tą przyjemność.... Dla Jego oczu będzie to radość...
-Wreszcię cię znalazłem, Sakura - mówił spragniony, czułam wszystko w jego głosie, radość, pragnienie mojej krwi, pragnienie mojej śmierci, radość z naszego ostatniego spotkania, byłam wszystkiego świadoma co się mogło stać. Byłam już na wszystko przygotowana, ale... Właśnie było jedno ale, ja go wciąż kochałam, moje serce biło jedynie dla Niego lecz teraz jest za późno na to, to ja powinnam go zabić za to, że tworzy chaos w tym rzeczywistnym świecie. - Mogę to zrobić co od dawna pragnąłem. Daj mi to czego od dawna łaknę! - krzyknął głośno, zaczął sie śmiać. To nie był On, oj nie, nie on. To było same zło, wcielony Diabeł, szatan którego nie bedę mogła powstrzymać od wytyczonego sobie celu.
-Weź to sobie - powiedziałam do niego drżącym głosem, chciałam sprawić aby był opanowany, ale nie potafiłam.Wszytkie komórki mi drżały, byłam pewna, że mnie nie oszczędzi. Sprawiłam mu wiele bólu, a teraz nadszedł czas na moje cierpienie, lecz nie psychiczne! Nie takie. Chciał abym czuła ból fizyczny, z którego nie będę miała wyjścia do tego świata, w którym jestem teraz - Lecz czy tamto nic dla ciebie nie znaczyło, Neji? - zapytałam, chciałam się dowiedzieć co on o tym myślał, zaśmiał się głośno
-Ty sobie żartujesz! Było minęło, nigdy ciebie nie chciałem, teraz chce abyś i ty poczuła ból i będziesz zdychała w męczarniach! Gwarantuje ci to! Nie przepuszcze tak wspaniałej okazji - mówił głośno. Więc już wiem co o tym wszystkim myślał, ale czy naprawde tak myślał? Tego już się nie dowiem. Do pomieszczenia ktoś wbiegł nie spojrzałam się na niego, tylko usłuszałam rozrywające się ciało, i krew która z pluskiem poplamiła ziemię... To on nie wysysał z nich krwi, on ich rozrywał na kawałki, chciał nacieszyć się moim bólem. Brawo Hyuga udało ci się, jedna łza spłyneła po policzku i rozbiła się na malutkie kropeli. Zabiłeś mi rodzinę, przyjaciół i nieznajomych, którzy w pewnym sensie cieszyli moje oczy. Podarowałeś mi ból, którego jeszcze nigdy nie doświatyczylam, ale teraz już wiem co to znaczy!! - Będziesz cierpiała więcej ode mnie! Nie pozwolę ci uciec, nawet nie będziesz potrafiła, jesteś ode mnie za wolna! I mniej sprytniejsza. Ja jestem nieśmiertelny, a ty zwykłym małym piepszonym człowiekiem, który jest bezwatościowy... - mówił śmiejąc się, zmienił się, dosłownie, jest bardziej mroczny, poznałam go teraz od tej złej strony, którą wolałabym abyś zachował dla siebie, ale cóż chcesz się zemścić, więc chcesz mi pokazać te najgorsze swoje strony, które do tej pory zawzięcie ukrywałeś...? Teraz poznam ciebie całego, jaki jesteś, Neji Hyuga!
-Jeśli nie chcesz porzucić tak wspaniałej okazji, to czemu tam nadal stoisz, czemu nie atakujesz? Nie będę się bronić, może tak właśnie miało być, to może jest moje przeznaczenie. Może właśnie teraz na mnie czas, czas w którym mam zginąć. Zginąć bolesną śmiercią i w męczarniach, z twoich zabrudzonych rąk! Moje życie nie było i nie jest usłane różami, tylko cierniami, które sama sobie zrobiłam - obróciłam się powoli z zamkniętymi powiekami, stanęłam nie wykonując rzadnego ruchu, poczułam chłód przy sobie, raczej nie chłód to był lód, zimny niż mogłam sobie wyobrażać. Zerknęłam na niego, stał obok mnie, jego oczy przeczerwienione, stawały się z każdą chwilą bardziej krwawe. Dlaczego? Pożądał, nie potrafił się powstrzymać stojąc tak blisko mnie! Uchwycił mnie za ramiona, czułam jak jego palce wbijają się w moje ciało, syknęłam z bólu, który przeszedł moje ramie, poczułam metaliczny zapach, napawał się nim. A jednak, pragnąl tej soczewicy bardziej niż sobie wyobrażałam. Rozerwał mi bluzkę wyżucając za siebie, ułożył głowę na moim ramieniu, czułam jego szybki oddech, który chłonął mój zapach. Ale czego? Perfum? Nie, to nie było dla niego atrakcją, czuł jeden jedyny zapach, ten zapach był dla niego zbawieniem... Syknęłam ponownie z bólu czując jak przejeżdża swoim kłem od szyi do obojczyka robiąc krwawą ranę, z której sączyła się strumieniem soczewica, którą zlizywał łapczywie. Impulsywnie chciałam złapać się za Jego uczynek, lecz złapał mój nadgarstek i przytrzymywała go, abym nie przeszkadzała mu w jego uczcie, którą dopiero rozpoczał! Drugim kłem przejechał tak samo po drugiej stronie mej szyji, przejechał drastycznie dłonią po ranie, zniżył ją w okolicy brzucha, dotykając część mojego ciała i brudząc szkarłatem...
-Masz racje twoim przeznaczeniem jest zginąć, bolesną, męczącą śmiercią, taką jaką jeszcze nigdy byś nie przeżyła w twoim bezwartościowym życiu!! - zaśmiał się, może i miał rację, moje życie stało się bezwartościowe, wtedy gdy opóśbiłam Jego... Uchwycił mój nadgarstek, wpatrywała się w niego zakrwawionymi oczyma. - Nie ma co się bawić. A wszystko tak pięknie w tobie pachnie, a w żyłach płynie soczyście słodka krew! - jego kły zatopiły się w moich żyłach nadgarstkowych, czułam jak ubywa mi krew, jak wsysa ją do swojego ciała, pije ją łapczywie, czułam się coraz słabiej, wiedziałam, że na tym nie skończy. Oderwał się ode mnie. Chciałam, aby to sie wszystko teraz skończyło, abym już nic z tego nie pamiętała i była w świecie tylko dla mnie stworzonym! Spojrzałam na Jego usta pobłyskiwały szkarłatem mojej krwi, uśmiechnęłam sie w duchu. Dlaczego? Wiedziałam dokładnie, chociaż że moje ciało zniknie, ja pozostane w nim, a raczej moja krew... To mnie własnie cieszyło, że jakaś cząstka mnie pozostanie w nim. Upadłam na kolana z braku dużej ilości cieczy, oddychałam ciężko... Ukucnął i uderzył mnie w policzek. Lerzałam brzuchem na podłodze w kałurzy szkarłatu, plunęłam krwią.Spojrzałam na drzwi, gdzie znajdowało się rozerwane ciało, znałam je, a raczej ją. Tego powinnam mu niewybaczyć, zabił mi najlepszą przyjaciółkę, a zarazem swoją kuzynkę... Zauważyłam, że koło mnie leży serce. Z moich oczu pociekły łzy, które zmieszały się z soczewicą. - Łzy to twoja najgorsza słabość!
-Słabością....nie są łzy! Tylko ty nią jesteś!! - zaśmiał sie głosno i szyderczo, to nie był już mój Neji, to był szatan. Lecz nic nie mogłam zrobić, nie miałam już siły na nic, chciałam aby przestał się mną bawić i zakończył to wszystko.
-Jeśli ja jestem twoja słabościa, to z miłą chcęcią zakończę twoje męki! - zaśmiał się głośno, chwytając mój pod bródeg w żelazne ręce, poczułam przeszywający ból w okolicy żuchwy, lecz nie krzyknęłam, zamast tego poleciało mi jeszcze więcej łez. - Jakie jest twoje ostatnie życzenie, Sakura Haruno? - zapytał mnie, nie wiedziałam co to miało być za ostatnie życzenie w tych ostatnich sekundach mojego życia, wpadłam na pewnien pomysł, chciałam jeszcze raz jeszcze raz poczuć...
-Pocałuj mnie - powiedziałam, czekałam na jego reakcje, uśmiechnał się, nie wiedziałam co postanowi, ale chciałam ostatni raz chociaż w mękach poczuć jego smak ust, ten ostatni raz.
-Pocałunek śmierci - powiedział, nazwał go pocałunkim śmierci, może nawet i dobrze, bo wydam za niedługi czas ostatnie tchnienie z moich płuc... Poczułam jak moja prawa ręka zaczyna drgać, musiał mi wszczepić swój jad, który przynosi wewnętrzne cierpienia. Poczułam jak wszystko zaczyna palić mnie od wewnątrz, jakby w moje organy wszczepiały się tysiące igeł...
Przybliżył się do mnie, jego twarz była bliżej mojej, chciałam poczuć smak. Wpił się w moje sine wargi, jego usta nie były jak poprzednio, teraz były jak marmur, lecz czułam smak krwi zamiast ten słodki co wcześniej... Oderwał sie ode mnie, przymknęłam powieki i czekałam, przyciągnął mnie mocno do siebie, usłyszałam gruchotanie swoich kości i wielki ból, krzyknęłam. Marmurowe usta zaplamione krwią spoczely na mojej szyi - Żegnaj - wbił swoje kły w szyjne żyły, krew opuszczała mój organizm z nadmierną prętkością, czułam się coraz słabiej, głowa opadła do tyłu z wycięczenia, dostał większy dostęp do mnie. Przejechał swoim zimnym palcem po mojej tchawicy, rozcinając warstwę skóry, wbił się w wnętre gardła, nie mogłam już nic powiedzieć, uszkodził mi całe gardło swoim jadem, który spalał mi wszystkie tkanki od środka, wepchnął swój język do środka, czułam jak daje mu to przyjemność, lecz już nic nie czułam, to co robił uśmierzało ból, z barku osocza, nie kontaktowałam dobrze z rzeczywistością, i cały ból zniknął... Mógł robić teraz co chciał, ale ja tego juz nie poczuję...
Oderwał się odemnie, czyli, że skończył swój posiłek. Czułam, że za chwilę odpłynę z tego świata, do świata wiecznego szczęścia, gdzie nie ma się żadnych problemów! Zauwazyłam jeszcze jak wepchnął swoją rękę w okolice serca, które biło powoli, ostatnimi siłami. Wyjął rękę razem z sercem, lecz nie odłanczał od żył... Przejechał językiem z apetytem po bijącym skrawku życia, uśmiechnał sie złośliwie... Wyrwał je z wszystkich żył krwionośnych i schował do plastikowego pudełka z pomarańczowa cieczą, które sobie przygotował.
-Dziekuję ci - powiedział i oblizał sobie wargi z apetytu.
Hinata przepraszam, za chwilę się spotkamy, i oby dwie będziemy szczęśliwe!Mam taką nadzieję, ale jeśli sie nie spotkamy, to wiec że nadal cię cenię, uchwyciłam sece mojej przyjaciółki i wydałam ostatnie tchnienie i nie pamiętałam już nic, gdzie się znajdowałam, wiedziałam, że teraz wszystko się odmieni i będę mogła spotkać wszystkich moich przyjaciół!!
 

 
Ciemna księżycowa noc... Na granatowym nieboskłonie widniał czerwony księżyc, który oświtlał okolice, mówiąc, że niedługo stanie się coś złego. Czerwony blask wpadł do pomieszczenia, w którym znajdowała się jedna osoba. Wiał leciutki wiatr, który wpadł przez otwarte okno, futryna okna udeżyła raptownie o ściane, rozbijając szkło na milon kawałków, które rozkruszyły się po drewnianej podłodze, tworząc zgrzykot...Stałam przy oknie i wpatrywałam się w Pana Nocy. To co sie działo nie było dziwne, każdego to opentało, opentał jakiś demon, lecz ja zostałam, tak jakby mnie odpychał od siebie. Wszyscy po kolei zaczęli padać bezwładnie, słyszałam jak on nadchodzi, Demon, który niszczy wszystko co napotka na swojej drodze, ci który stana mu na drodze i też niewinnych ludzi, przyszedł tu po mnie, ale dlaczego? Było nam dobrze razem więc co on chce! Zemścić się za to, że go opuściłam? Nie może! Nie może krzywdzic innych ludzi. Tylko ja zasłużyłam na te wszystkie tortury i w takim razie na bolesną śmierć, którą On mi szykował. Lecz teraz bałam się go, nie to co wcześniej. Miesiąc temu przeżyłam z nim cudowną noc, czy ona dla niego nic nie znaczyła? Była niczym? Widocznie tak... Byłam dla niego tylko zabawką, którą chciał się pobawić, a potem zabić? Lecz on był teraz demonem i pragnął krwi, słodkiej krwi. Takiej jaką ja miałam, byłam dla niego pożywieniem nie z tej ziemi, taka krew jak ta zdarza sie raz na milon lat... A kiedyś usłyszałam z jego ust : Jesteś jedyna w swoim rodzaju, Sakura. Wtedy nie wiedziałam o co mu tak naprawdę chodzi, lecz teraz już wiem co miał na myśli, jestem normalnym śmiertelnym człowiekiem, który niedługo zginie z rak swojego ukochanego mężczyzny. No cóż, może tak miało być, może to własnie było moim przeznaczeniem, które za parę chwil miało dobiec końca?! Ogarnoł mnie strach, nie wiedziałam czy mam wyjść mu na przeciw, czy stać tutaj i czekać na swoją bolesną śmierć, która ma być męcząca, będzie mną sie bawił, chciał abym cierpiała tak jak On cierpiał, gdy go zdradziłam! Dlatego oddał swoją dusze jak i życie diabłu, który chce mu pomóc w analizowaniu tak mrocznych planów... Dla szatana jest to satysfakcja, bo pogrąża się coraz bardziej w ciemnościach mroku, próbowałam go z tego wyciągnąć, ale był już tak pochłoniety ciemnością w sercu, że nie potrafiłam, byłam bezradna, a teraz w środku nocy czekam na tą jedyną śmierć, która wkońcu nadejdzie... Byłam nawet szczęśliwa, że nadejdzie tak szybko, bo nie umrę jako stara kobieta, tylko jako młoda panna, która poszukuje nadal swojej połówki. Serce dygotało mi jak oszalało, jednak czekanie na śmierć robi swoje! A jeszcze na bolesną śmierć, której oczekje się w tak dziwnej chwili...! Wypuściłam z płuc głośno powietrze, przymykając powieki, to była chwila, parę sekund, słyszałam krzyki ludzi, ludzi umierających w męczarniach i jego śmiech, mnie zostawił sobie na deser, tak jak opisywał moją krew będzie najsłodszą jakom kiedykolwiek odnalazł... Jego śmiech zbliżał się coraz bliżej mnie, moje nogi trzęsły się jak galareta. Bałam się go, bałam ubłaganie, teraz gdy był coraz bliżej nie chciałam umierać, nie chciałam, miałam czas... Ale żyje świecie w którym trzeba płacic za swoje hrzechy, gdzie on porząda każdej krwi nie zwarzając na to co sie stanie, będzie dażył w moją stronę, bo ładnie jej, łaknie? Nie, raczej rząda, chce mieć jedynie dla siebie, tą szkarłatną ciecz! A co się stanie z moim ciałem, gdy zostanę bez kropli krwi. No co?! Zginę!! Tak, to będzie to, lecz ciało nie pozostanie, oj nie, jak nie zostanie ani kropli mojej krwi zmienie się w proch i rozsypię się cała, nic po mnie nie zostanie. Nikt już nie będzie wiedział, że taki ktoś jak Sakura Haruno istniała. Wszyscy zapomną! Usłyszałam zgrzykot otwierającej się klamki, i szuranie drzwi, nie patrzałam na właściciela, nie chciałam, bo dokładnie wiedziałam kto wchodzi do pomieszczenia.... Śmierć! Mój sprawca, który uczyni sobie tą przyjemność.... Dla Jego oczu będzie to radość...
-Wreszcię cię znalazłem, Sakura - mówił spragniony, czułam wszystko w jego głosie, radość, pragnienie mojej krwi, pragnienie mojej śmierci, radość z naszego ostatniego spotkania, byłam wszystkiego świadoma co się mogło stać. Byłam już na wszystko przygotowana, ale... Właśnie było jedno ale, ja go wciąż kochałam, moje serce biło jedynie dla Niego lecz teraz jest za późno na to, to ja powinnam go zabić za to, że tworzy chaos w tym rzeczywistnym świecie. - Mogę to zrobić co od dawna pragnąłem. Daj mi to czego od dawna łaknę! - krzyknął głośno, zaczął sie śmiać. To nie był On, oj nie, nie on. To było same zło, wcielony Diabeł, szatan którego nie bedę mogła powstrzymać od wytyczonego sobie celu.
-Weź to sobie - powiedziałam do niego drżącym głosem, chciałam sprawić aby był opanowany, ale nie potafiłam.Wszytkie komórki mi drżały, byłam pewna, że mnie nie oszczędzi. Sprawiłam mu wiele bólu, a teraz nadszedł czas na moje cierpienie, lecz nie psychiczne! Nie takie. Chciał abym czuła ból fizyczny, z którego nie będę miała wyjścia do tego świata, w którym jestem teraz - Lecz czy tamto nic dla ciebie nie znaczyło, Neji? - zapytałam, chciałam się dowiedzieć co on o tym myślał, zaśmiał się głośno
-Ty sobie żartujesz! Było minęło, nigdy ciebie nie chciałem, teraz chce abyś i ty poczuła ból i będziesz zdychała w męczarniach! Gwarantuje ci to! Nie przepuszcze tak wspaniałej okazji - mówił głośno. Więc już wiem co o tym wszystkim myślał, ale czy naprawde tak myślał? Tego już się nie dowiem. Do pomieszczenia ktoś wbiegł nie spojrzałam się na niego, tylko usłuszałam rozrywające się ciało, i krew która z pluskiem poplamiła ziemię... To on nie wysysał z nich krwi, on ich rozrywał na kawałki, chciał nacieszyć się moim bólem. Brawo Hyuga udało ci się, jedna łza spłyneła po policzku i rozbiła się na malutkie kropeli. Zabiłeś mi rodzinę, przyjaciół i nieznajomych, którzy w pewnym sensie cieszyli moje oczy. Podarowałeś mi ból, którego jeszcze nigdy nie doświatyczylam, ale teraz już wiem co to znaczy!! - Będziesz cierpiała więcej ode mnie! Nie pozwolę ci uciec, nawet nie będziesz potrafiła, jesteś ode mnie za wolna! I mniej sprytniejsza. Ja jestem nieśmiertelny, a ty zwykłym małym piepszonym człowiekiem, który jest bezwatościowy... - mówił śmiejąc się, zmienił się, dosłownie, jest bardziej mroczny, poznałam go teraz od tej złej strony, którą wolałabym abyś zachował dla siebie, ale cóż chcesz się zemścić, więc chcesz mi pokazać te najgorsze swoje strony, które do tej pory zawzięcie ukrywałeś...? Teraz poznam ciebie całego, jaki jesteś, Neji Hyuga!
-Jeśli nie chcesz porzucić tak wspaniałej okazji, to czemu tam nadal stoisz, czemu nie atakujesz? Nie będę się bronić, może tak właśnie miało być, to może jest moje przeznaczenie. Może właśnie teraz na mnie czas, czas w którym mam zginąć. Zginąć bolesną śmiercią i w męczarniach, z twoich zabrudzonych rąk! Moje życie nie było i nie jest usłane różami, tylko cierniami, które sama sobie zrobiłam - obróciłam się powoli z zamkniętymi powiekami, stanęłam nie wykonując rzadnego ruchu, poczułam chłód przy sobie, raczej nie chłód to był lód, zimny niż mogłam sobie wyobrażać. Zerknęłam na niego, stał obok mnie, jego oczy przeczerwienione, stawały się z każdą chwilą bardziej krwawe. Dlaczego? Pożądał, nie potrafił się powstrzymać stojąc tak blisko mnie! Uchwycił mnie za ramiona, czułam jak jego palce wbijają się w moje ciało, syknęłam z bólu, który przeszedł moje ramie, poczułam metaliczny zapach, napawał się nim. A jednak, pragnąl tej soczewicy bardziej niż sobie wyobrażałam. Rozerwał mi bluzkę wyżucając za siebie, ułożył głowę na moim ramieniu, czułam jego szybki oddech, który chłonął mój zapach. Ale czego? Perfum? Nie, to nie było dla niego atrakcją, czuł jeden jedyny zapach, ten zapach był dla niego zbawieniem... Syknęłam ponownie z bólu czując jak przejeżdża swoim kłem od szyi do obojczyka robiąc krwawą ranę, z której sączyła się strumieniem soczewica, którą zlizywał łapczywie. Impulsywnie chciałam złapać się za Jego uczynek, lecz złapał mój nadgarstek i przytrzymywała go, abym nie przeszkadzała mu w jego uczcie, którą dopiero rozpoczał! Drugim kłem przejechał tak samo po drugiej stronie mej szyji, przejechał drastycznie dłonią po ranie, zniżył ją w okolicy brzucha, dotykając część mojego ciała i brudząc szkarłatem...
-Masz racje twoim przeznaczeniem jest zginąć, bolesną, męczącą śmiercią, taką jaką jeszcze nigdy byś nie przeżyła w twoim bezwartościowym życiu!! - zaśmiał się, może i miał rację, moje życie stało się bezwartościowe, wtedy gdy opóśbiłam Jego... Uchwycił mój nadgarstek, wpatrywała się w niego zakrwawionymi oczyma. - Nie ma co się bawić. A wszystko tak pięknie w tobie pachnie, a w żyłach płynie soczyście słodka krew! - jego kły zatopiły się w moich żyłach nadgarstkowych, czułam jak ubywa mi krew, jak wsysa ją do swojego ciała, pije ją łapczywie, czułam się coraz słabiej, wiedziałam, że na tym nie skończy. Oderwał się ode mnie. Chciałam, aby to sie wszystko teraz skończyło, abym już nic z tego nie pamiętała i była w świecie tylko dla mnie stworzonym! Spojrzałam na Jego usta pobłyskiwały szkarłatem mojej krwi, uśmiechnęłam sie w duchu. Dlaczego? Wiedziałam dokładnie, chociaż że moje ciało zniknie, ja pozostane w nim, a raczej moja krew... To mnie własnie cieszyło, że jakaś cząstka mnie pozostanie w nim. Upadłam na kolana z braku dużej ilości cieczy, oddychałam ciężko... Ukucnął i uderzył mnie w policzek. Lerzałam brzuchem na podłodze w kałurzy szkarłatu, plunęłam krwią.Spojrzałam na drzwi, gdzie znajdowało się rozerwane ciało, znałam je, a raczej ją. Tego powinnam mu niewybaczyć, zabił mi najlepszą przyjaciółkę, a zarazem swoją kuzynkę... Zauważyłam, że koło mnie leży serce. Z moich oczu pociekły łzy, które zmieszały się z soczewicą. - Łzy to twoja najgorsza słabość!
-Słabością....nie są łzy! Tylko ty nią jesteś!! - zaśmiał sie głosno i szyderczo, to nie był już mój Neji, to był szatan. Lecz nic nie mogłam zrobić, nie miałam już siły na nic, chciałam aby przestał się mną bawić i zakończył to wszystko.
-Jeśli ja jestem twoja słabościa, to z miłą chcęcią zakończę twoje męki! - zaśmiał się głośno, chwytając mój pod bródeg w żelazne ręce, poczułam przeszywający ból w okolicy żuchwy, lecz nie krzyknęłam, zamast tego poleciało mi jeszcze więcej łez. - Jakie jest twoje ostatnie życzenie, Sakura Haruno? - zapytał mnie, nie wiedziałam co to miało być za ostatnie życzenie w tych ostatnich sekundach mojego życia, wpadłam na pewnien pomysł, chciałam jeszcze raz jeszcze raz poczuć...
-Pocałuj mnie - powiedziałam, czekałam na jego reakcje, uśmiechnał się, nie wiedziałam co postanowi, ale chciałam ostatni raz chociaż w mękach poczuć jego smak ust, ten ostatni raz.
-Pocałunek śmierci - powiedział, nazwał go pocałunkim śmierci, może nawet i dobrze, bo wydam za niedługi czas ostatnie tchnienie z moich płuc... Poczułam jak moja prawa ręka zaczyna drgać, musiał mi wszczepić swój jad, który przynosi wewnętrzne cierpienia. Poczułam jak wszystko zaczyna palić mnie od wewnątrz, jakby w moje organy wszczepiały się tysiące igeł...
Przybliżył się do mnie, jego twarz była bliżej mojej, chciałam poczuć smak. Wpił się w moje sine wargi, jego usta nie były jak poprzednio, teraz były jak marmur, lecz czułam smak krwi zamiast ten słodki co wcześniej... Oderwał sie ode mnie, przymknęłam powieki i czekałam, przyciągnął mnie mocno do siebie, usłyszałam gruchotanie swoich kości i wielki ból, krzyknęłam. Marmurowe usta zaplamione krwią spoczely na mojej szyi - Żegnaj - wbił swoje kły w szyjne żyły, krew opuszczała mój organizm z nadmierną prętkością, czułam się coraz słabiej, głowa opadła do tyłu z wycięczenia, dostał większy dostęp do mnie. Przejechał swoim zimnym palcem po mojej tchawicy, rozcinając warstwę skóry, wbił się w wnętre gardła, nie mogłam już nic powiedzieć, uszkodził mi całe gardło swoim jadem, który spalał mi wszystkie tkanki od środka, wepchnął swój język do środka, czułam jak daje mu to przyjemność, lecz już nic nie czułam, to co robił uśmierzało ból, z barku osocza, nie kontaktowałam dobrze z rzeczywistością, i cały ból zniknął... Mógł robić teraz co chciał, ale ja tego juz nie poczuję...
Oderwał się odemnie, czyli, że skończył swój posiłek. Czułam, że za chwilę odpłynę z tego świata, do świata wiecznego szczęścia, gdzie nie ma się żadnych problemów! Zauwazyłam jeszcze jak wepchnął swoją rękę w okolice serca, które biło powoli, ostatnimi siłami. Wyjął rękę razem z sercem, lecz nie odłanczał od żył... Przejechał językiem z apetytem po bijącym skrawku życia, uśmiechnał sie złośliwie... Wyrwał je z wszystkich żył krwionośnych i schował do plastikowego pudełka z pomarańczowa cieczą, które sobie przygotował.
-Dziekuję ci - powiedział i oblizał sobie wargi z apetytu.
Hinata przepraszam, za chwilę się spotkamy, i oby dwie będziemy szczęśliwe!Mam taką nadzieję, ale jeśli sie nie spotkamy, to wiec że nadal cię cenię, uchwyciłam sece mojej przyjaciółki i wydałam ostatnie tchnienie i nie pamiętałam już nic, gdzie się znajdowałam, wiedziałam, że teraz wszystko się odmieni i będę mogła spotkać wszystkich moich przyjaciół!!
 

 
MadaSaku Głód Miłości. Part 1


Madara Uchiha mój przyjaciel, a raczej były przyjaciel.Odkąd okazało się że jest synem króla i spadkobiercą tronu zapomniał o mnie. Zresztą byłam na najniższym szczeblu społeczności i zadawanie się ze mną było poniżej jego godności. Bo król nie zadaje się z żebrakami. Zresztą nie różnił nas tylko status społeczny ale i rasa. On był wampirem a ja byłam człowiekiem. Odkąd sięgam pamięciom zawszę się razem bawiliśmy i jakoś nigdy w moim towarzystwie nie był spragniony ani głodny. Dziwiło mnie to szczerze i nie raz pytałam się go jak on to robi. Wtedy łapał mnie za rękę i mówił.
- Bo takiemu aniołkowi jak ty nie może stać się krzywda. Nie wybaczył bym sobie tego że cię skrzywdziłem lub co gorsza zabiłem.- uśmiechał się wtedy do mnie tak inaczej. Nie jak przyjaciel do przyjaciółki lecz jak kochanek do kochanki. W prawdzie wcześniej tego nie zauważałam. Wtedy byliśmy dziećmi. Teraz miałam 18 lat i byłam dorosła. Wprawdzie nie byłam już żebraczką. Po osiemnastu latach tułaczki znalazłam moją prawdziwą rodzinę od której mnie zabrano zaraz po urodzeniu i porzucono na ulicy. Miałam wspaniałego ojca i brata. Matka umarła nie długo po urodzeniu z rozpaczy ze im mnie zabrano. Miałam jeszcze siostrę ale wyszła za mąż za zamożnego szlachcica i wyjechała z kraju. Ja żyłam spokojnie aż do tego dnia.

Do naszego wtargnęli żołnierze ale nie znałam ich. Ojciec kazał mi uciekać na górę i gdzieś się ukryć. Wykonałam polecenie. Schowałam się w łazience. Leżałam na zimnych płytkach czekając aż mnie znajdą i zabiją. Słyszałam kroki na korytarzu momentalnie wstrzymałam oddech. Słyszałam jak wpadają do każdego z pokoi szukając mnie. Nagle usłyszałam inny dźwięk jakby walki. Po chwili ustał.Drzwi łazienki otwarły się i wszedł do niej nie kto inny jak Itachi ze swoją świtą.Ja siedziałam skulona w kącie czekając na śmierć która nie nadeszła.
- Jesteś pewny że tylko ona została?- spytał jednego z żołnierzy.
- Tak na dole leżą ciała jej brata i ojca.- czułam jak po moich policzkach spływają łzy. Czyli nie żyją zostałam sama ze sobą. Po chwili słyszałam jak do mnie podchodzi. Podał rękę bym wstała skorzystałam z pomocy a gdy stanęłam na nogi czułam jakbym straciła dużo energii. Zachwiałam się a przed oczami zrobiło mi się ciemno. Później tylko ciemność.

***
Biegłem ile sił w nogach. Musiałem zdążyć. Ona nie może zginąć. Wbiegłem razem z grupą żołnierzy do jej domu. Wyglądał okropnie. Porozbijane okna porozrzucane rzeczy. Skierowaliśmy się na drugie piętro. Na korytarzu stał samuraj w raz z grupka ninja. Ruszyliśmy na nich. Walczyłem z samurajem oko w oko. Wiedziałem kim on jest. Nic się nie zmienił choć nie jednak zrobił się jeszcze głupszy niż był. Sasuke nacierał na mnie równocześnie omijając moje ciosy. Pojawiłem się za nim w duchu dziękując za to że wampiry są niebywale szybkie. Wbiłem swoja katanę prosto w jego serce.
Moi żołnierze zdążyli już uporać się z ninja. Rozglądnąłem się próbując zlokalizować Sakurę pośród zniszczeń.Nie dojrzałem jej. Może się spóźniłem. Serce podskoczyło mi do gardła.Podchodziłem po kolej do każdych drzwi otwierając je. Sprawdziłem wszystkie oprócz jednych podszedłem do nich modląc się by tam była cała i zdrowa.Otworzyłem je. Była tam skulona w kącie. Na jej widok w sercu rozlało się ciepło. Tak długo jej szukałem a teraz była nareszcie na wyciągniecie ręki.Spytałem jednego z moich ludzi czy żyje jeszcze ktoś oprócz niej. Odpowiedział oczywiście że nie. Obserwowałem ją bardzo uważnie. Gdy to usłyszała skuliła się jeszcze bardziej. Pozwalając płynąć łzą. W ciszy obserwowałem jak kolejna srebrna kropla spływa jej po policzku. Tak bardzo chciałem by przestała cierpieć. Podszedłem do niej wyciągając rękę. Spojrzała na nią niepewnie lecz po chwili skorzystała z pomocy. Gdy już stanęła na nogi zachwiała się niebezpiecznie oczy miała zamglone. Po chwili zamknęła je a sama przechyliła się do tyłu. Złapałem ja w ostatniej chwili chroniąc przed upadkiem. Wiozłem ją na ręce przytulając do siebie i ruszyliśmy do zamku. Gdy już byliśmy w zamku skierowałem się do Tsunade nadwornego medyka. Gdy tylko ją zobaczyła kazała mi ją położyć na łóżku n a później sama się nią zajęła.
- Madara wiesz jakie są procedury co do tego zdarzenia.
- Tak wiem- westchnąłem
- Powinieneś albo ją zabić albo zmienić.- powiedziała patrząc na mnie z uwagą.Na samą myśl że pomogłem jej zejść z tego świata ścisnęło mnie w gardle.. Nie byłbym jej w stanie zabić za wiele ona dla mnie znaczy.
- Skończyłaś ?– spytałem trochę nie grzecznie.- skinęła głową. Wiozłem ją na ręce i wyszedłem. Teraz pozostała kwestia pokoju. Nie mogła mieszkać ze mną.Ruszyłem w stronę pokoju służek to teraz było najlepsze wyjście dla niej. Nikt nie będzie się jej czepiać jak będzie pracować. Wszedłem do ich pokoju wszystkie spojrzały na mnie uważnie oczekując rozkazów.-
- Od dzisiaj ona będzie z wami mieszkać. Dawajcie jej lżejsze prace bo jak widzicie jest człowiekiem. Jak dowiem się że któraś z was skosztuje jej krwi to przysięgam że was zabije. – patrzyły na mnie przerażone.W duchu pochlebiało mi to. Spojrzałem jeszcze raz na Sakurę wyglądała tak niewinnie. Tak spokojnie. Pokręciłem głową i wyszedłem. Wiedziałem że będzie bezpieczna. W końcu jedną ze służek jest Hinata a ona na pewno się nią zaopiekuję. Przeżyły dokładnie to samo. Skierowałem się do komnaty myśląc jak to będzie gdy z będę z nią rozmawiać. W sumie powinna mnie nienawidzić. Zostawiłem ją mimo iż przysięgałem że tego nie zrobię. Później kazano mi zapomnieć, wymazać z pamięci. Na początku próbowałem ale nie dawało to skutków. Dopiero niedawno zrozumiałem dlaczego. Kochałem ją tą mało niepozorną i nieśmiało dziewczynkę. Wszedłem pod prysznic próbując się otrzeźwić. Lecz w mojej Głowie dalej miałem jej obraz.Kulącej się na podłodze. Próbującej się schować. Zacisnąłem pięści tak mocno że pobielały mi knykcie. Dlaczego los akurat jej odebrał rodzinę, dlaczego ona musi cierpieć.Zadawałem sobie pytania chodź wiedziałem że nie znajdę odpowiedzi. Wiedziałem że takim myśleniem nic nie zdziałam. Wyszedłem z łazienki i położyłem się na łóżku wyobrażając sobie że jest kolo mnie.Poczułem jak w bokserkach robi mi się ciasno. Zagryzłem wargi. Pożądałem jej jak nikogo innego. Chciałem zawsze zasypiać i budzić się przy niej.
- Cholera co ta miłość robi z człowiekiem. Poprawka z wampirem.- zaśmiałem się z własnego żartu i oddałem się w objęcia morfeusza marząc o niej. O Sakurze Haruno w moich ramionach.
***
Obudziłam się w dziwnym pomieszczeniu. Kolo mnie siedziała dziewczyna z nieskazitelnie białymi oczami tak niespotykanymi u wampirów i granatowych włosach. Miała zatroskaną minę. Podniosłam się powoli rozglądając uważnie. Po jej prawej stronie siedziała blondynka o nieziemsko pięknych niebieskich oczach. Po lewej siedziała szatynka o pięknych brązowych oczach. Aż chciało się w nie patrzeć. Za to po drugiej stronie łóżka siedziała dziewczyna o niebieskich jak niebo włosach i niebieskich oczach.. W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna kobieta. Miała blond włosy związane w kitki. Jej oczy miały odcień czarny z lekkim połyskiem ciemnej zieleni. Wszystkie patrzyły na mnie uśmiechnięte od ucha do ucha.
-Kim jesteście -spytałam uśmiechając się do nich.
- Jestem Hinata powiedziała dziewczyna którą pierwszą zobaczyłam- a to jest Ino- wskazała na dziewczynę z blond włosami i niebieskimi oczami.
- A to Tenten –pokazała na dziewczynę siedzącą od jej lewej.
- Ja jestem Konan a ta przy lustrze to Temari- wtrąciła się dziewczyna siedzącą po przeciwnej stronie łóżka.
- A ty jak masz na imię- spytała Tenten uśmiechając się do mnie.
- Jestem Sakura - przedstawiłam się trochę zawstydzona wzrokiem dziewczyn.
- Gdzie jestem- spytałam się rozglądając do koła.
- Oj głuptasku jesteś w zamku panicza Madary.- roześmiała się głośno Ino ukazując białe zęby. Natychmiast zrozumiałam, byłam w zamku pełnym wampirów. Zadrżałam automatycznie się odsuwając.
- Ah no tak ty chyba rzadko miałaś do czynienia z wampirami-powiedziała Temari podchodząc bliżej.
- No prawie miałam kiedyś przyjaciela który był wampirem.
- Co ? Miałaś przyjaciela wampira ile miałaś wtedy lat?-spytała Konan
- Odkąd sięgam pamięcią zawsze przy mnie był. Był ode mnie o dwa lata starszy.
- Kobieto dobrze że żyjesz to było wampirze dziecko? Czyli urodziło się jako wampir?- pytała cały czas zaskoczona Temari.
- Tak- odpowiedziałam speszona.
- Dziecko urodzone jako wampir w młodym wieku nie jest tak doświadczone w panowaniu mocą. Może bez powodu zabić człowieka bo jest głodny.- kontynuowała Temari.
- Możemy skończyć już ten temat?- spytałam grzecznie czując że się czerwienie.
- Ależ oczywiście! Od dzisiaj zawrzyjmy umowę jesteśmy siostry i o wszystkim sobie mówimy! Jasne-zaproponowała ino wyciągając mały palec przed siebie!
- Zgoda- odpowiedziałyśmy zgodnie dokładając nasze palce i tak rozpoczęłam nową drogę w życiu. Jestem już tu rok i do tej pory nie rozmawiałam z Madarą. Unikaliśmy się wzajemnie choć raz czy dwa przyłapałam się na tym że przyglądam mu się jak pracuje. Szłam właśnie do biblioteki ale za nic nie mogłam jej znaleźć. Czy ten zamek musi być taki duży marudziłam pod nosem szukają biblioteki. Co prawda byłam już tutaj rok ale dalej nie mogłam się zorientować gdzie co. Byłam tak zamyślona że na kogoś wpadłam. Odrzuciło mnie do tyłu a wszystko co trzymałam w rękach wypadło na ziemię.
- Gomenasai, gomenasai- wypowiadałam głośno i szybko schylając głowę do samej ziemi. Gdy podniosłam wzrok ujrzałam Orochimaru we własnej osobie. Był wściekły.
- Na co mi twoje przeprosiny służko. Wiesz ile ja to układałem?- spytał nie odpowiedziałam.
- Pytam się wiesz ile mi to zajęło?- ryknął na mnie.
- Nie, nie wiem- odpowiedziałam cicho spuszczając głowę jeszcze niżej.
- Co powiedziałaś?- krzyknął i wymierzył mi cios w twarz.
- Nic- powiedziałam równie cicho co wcześniej. Zerknęłam jeszcze raz na niego. Podnosił rękę. Zamknęłam oczy czekając na uderzenie które nie naszło. Otworzyłam oczy patrząc wprost w czerwone oczy Madary.
- Orochimaru zostaw ją. – krzyknął na niego trzymając jego rękę w uścisku.
- Panicz Madara. Dobrze zostawię ją ale zasłużyła na chłostę.
- Dlaczego tak uważasz?- spytał patrząc na węża z furią w oczach.
- Ponieważ wpadła na mnie nawet nie przepraszając i jeszcze obraża mnie swoimi odzywkami.
- Czy to prawda Sakuro?- spytał przenosząc wzrok na mnie.
- Nie- odpowiedziałam spuszczając głowę na dół.
- Weszła na obszar na który nie powinna?- czeka ją sroga kara. Orochimaru aż zacierał ręce patrząc na moją klęskę.
- Weszłaś tu celowo?- spytał ponownie chłopak
- Nie zgubiłam się miałam iść do biblioteki.
- Jasne przecież wiadomo że kłamie!- krzyknął wąż .
-O tym to ja zdecyduję. Sakura pozbieraj swoje rzeczy idziemy.- powiedział a ja automatycznie wykonałam polecenie. Gdy już wszystko zebrałam złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę biblioteki. Gdy już tam doszliśmy oddałam wszystkie książki. Znowu złapał mnie za rękę ciągnąc w tylko jemu znane miejsce które okazało się jego komnatą. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi przygniótł mnie do drzwi zamykając je na klucz. Jego oczy były czerwone. Był głodny wywnioskowałam przyglądając mu się uważnie. Zbliżył usta do mojego ucha.
- Gomenasai – wyszeptał i wgryzł się w moją szyję bardzo boleśnie. Nie odepchnęłam go ani nie uderzyłam. Pozwoliłam mu spijać życiodajny płyn.Odchyliłam głowę ułatwiając mu dostęp do krwi. Obielam go mocno wtulając głowę w jego szyję napawając się zapachem.Czułam jak jego łzy kapią moczą mi bluzkę ale nie przejmowałam się tym.Chciałam być z nim nawet jeśli miał mnie zabić.
 

 
Płacz, krzyk i łzy. Potoki krwi zmieszanej z błotem płynące przez wioskę, porywające przy tym martwe ciała mieszkańców Konohy. Tragedia, jaka miała miejsce w samym sercu Kraju Ognia na długo pozostanie w pamięci potomnych.
Biegłam przez opustoszałe uliczki mojej rodzinnej wioski. Umazana we krwi nie tylko przeciwników, ale także swojej z dość głęboką raną na ramieniu, która na domiar złego z każdą chwilą krwawiła coraz mocniej. Nie chodziło mi o to, żeby ratować Konohe czy mieszkańców, w końcu nie było już, kogo ratować.
Wpadłam zdyszana na zalaną błotem polanę, na której wszystko się zaczęło. To tu miały miejsce pierwsze treningi team 7, to tu przychodziłam po odejściu Sasuke, a później Naruto, to tu ćwiczyłam z Tsunade, tu próbowałam się zbić i poznałam mężczyznę, którego pokochałam całym sercem i duszą. To tu miało się wszystko zakończyć. Tu i teraz.
Widziałam martwe ciało Naruto leżące po drugiej stronie polany. Całe poranione, zmieszane z błotem i blade jak ściana. Najbardziej zdziwił mnie jednak fakt, iż nie wyczułam od niego nawet chakry Kyuubiego. Przed samą śmiercią pozwolił uwolnić zło, którego strzegł przez ponad 21 lat życia.
Moje oczy spoczęły jednak na trochę innym „obrazie”. W jednej marnej chwili cały mój dotychczasowy świat po prostu się zawalił. Wszystkie moje plany i marzenia prysły niczym bańka mydlana. Po raz pierwszy od sześciu lat poczułam się bezradna.
Kilkanaście metrów przede mną stał Sasuke, który dosłownie kilka minut wcześniej przebił serce Madary kataną. Widziałam ten jego kpiący uśmiech. Pomyśleć, że kiedyś miałam do niego słabość. Nie wiele myśląc podbiegłam do walczących i chwyciłam w raniona ciało ukochanego.
Na jego twarzy pojawił się ledwo widoczny grymas bólu, który chwile później ustąpił miejsca nikłemu uśmiechowi. Bez słowa przyłożyłam lewą rękę do jego rany, która została otoczona zieloną powłoką. Zdziwiłam się, kiedy odsuną moją dłoń.
- Nie warto… - wyszeptał krztusząc się krwią.
- Ale… - nie dokończyłam gdyż poczułam jego rękę na moim policzku. Delikatnie nachyliłam się nad nim i złożyłam na jego ustach ostatni pocałunek. Delikatny niczym muśnięcie skrzydeł motyla, a jednak wyrażający wszystkie moje uczucia.
Z wielką ostrożnością położyłam martwe ciało mężczyzny na splamionej krwią trawie. Uśmiechnęłam się delikatnie i zamknęłam jego otwarte dotąd powieki. Po całym moim ciele rozszedł się przeszywający ból. Nie chodzi mi jednak o ból serca spowodowany utratą ukochanej osoby. Mam na myśli zimne ostrze, które przeszyło moją klatkę piersiową.
Z moich ust wypłynęła stróżka szkarłatnej cieczy. Doskonale wiedziałam, komu zawdzięczam mój obecny stan, ba wiedziałam, że to zrobi. Cóż… prawda jest taka, że Sasuke zawsze wyznawał prostą zasadę pod tytułem, „Jeżeli ja nie mogę czegoś mieć, to nikt inny tym bardziej.”
- Kocham Cię Madara. – szepnęłam i osunęłam się na martwe ciało ukochanego. Myślicie pewnie, że to już koniec? Koniec opowieści o uczuciu, które nigdy nie miało prawa istnieć? Koniec historii o zakazanej miłości Sakury Haruno i Madary Uchiha? Jeśli tak to wiedzcie, że się grubo mylicie. To jest, bowiem dopiero początek, początek końca. Początek wieczności, którą spędzę u boku ukochanej osoby.
 

 
Było już późno, dochodziła pierwsza. Cała organizacja była pogrążona we śnie z małym wyjątkiem, Pein’em, który siedział w swoim gabinecie przeglądając papiery.Pokój był oświetlony jedną lampką na biurku przed którym siedział rudzielec, zanim była duża szafa z danymi o każdym członku organizacji. Obok drzwi w rogu była sofa, a przed nią mały stolik, na którym piętrzyły się teczki. Na tym umeblowanie gabinetu się kończyło, był to mały pokoik i nic więcej nie mogło się w nim zmieścić. Oczy rudzielca zamykały się ze zmęczenia, pił dużymi łykami zimna kawę, ręką opartą na blacie biurka podtrzymywał senną głowę.Rozległo się ciche pukanie, Pein nie zdążył otworzyć ust a w drzwiach stanął Kisame. Nagato wychylił lekko głowę by sprawdzić czy z mężczyzną jest ktoś jeszcze.

-Gdzie Itachi? –spytał.

-Mówił,że ma jakąś ważną sprawę do załatwienia i wróci jutro popołudniu –odpowiedział Kisame, zajął miejsce przed biurkiem lidera, rozsiadł się wygodnie na krześle i westchnął. Po chwili zaczął szukać czegoś w kieszeni płaszcza, wyciągnął zwój papieru i położył go na biurku. –Ninja piasku tylko to mieli przy sobie – oznajmił.

-Rozumiem,to informator nas oszukał –zastanowił się przez chwilę –musisz wybrać się do Konohy i odebrać ten medalion z rąk Hokage, i to natychmiast.

-Sam?A Itachi? Może na niego poczekam…

-Itachi jeśli jestem dobrze poinformowany jest teraz w Konoha, pewnie chce się spotkać z bratem. Wyruszasz natychmiast!

Kisame wkurzony wstał z krzesła, posłał Pein’owi wściekłe spojrzenie i wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami. Zdenerwowany przeklinał pod nosem, szybkim krokiem szedł do swojego pokoju, aby zażyć odświeżającej kąpieli i udać się na kolejną misję. Doszedł na miejsce, wszedł do środka i usiadł na łóżku zdejmując buty. Dobrze, że się jeszcze nie rozpakowałem, pomyślał. Rozebrał się i wszedł do łazienki.



Między gałęziami drzew przemieszczał się Itachi, skakał z gałęzi na gałąź. Spieszył się , ale po co? Sam nie mógł sobie odpowiedzieć na to pytanie. Przecież onanie będzie na mnie czekać, pomyślał, po co ja się oszukuję? Nie widziałem jej od trzech lat i już na pewno mnie nie pamięta, ale chociaż przez okno na chwilę muszę ją zobaczyć… Nagle przystanął. Dotarł na miejsce. Ciężko dysząc spojrzał na uśpioną Wioskę Liścia. Przez jakiś czas stał tak nieruchomo przyglądając się budynkom, w końcu postanowił zbliżyć się do JEJ domu. Wiedział, że jego obecność może wyczuć Sasuke, ale musiał zaryzykować. Przecież jak odchodził z tej osady obiecał coś Sakurze. Nie mógł tak po prostu złamać tej obietnicy,chociaż nie dawał znaku życia od trzech lat. Dotarł do domu różowowłosej,wszystkie światła były zgaszone. Jednak zapomniała, pomyślał, nie dziwię się jej. Wyskoczył na dach jej domu, dostrzegł, że za domem w pokoju świeci się światło. Cicho zeskoczył z dachu na ziemię i schował się w gałęziach na drzewie. Zauważył w oknie wysoką, ponętną dziewczynę, miała różowe włosy i duże zielone oczy. Czy to możliwe, ze to ona, zadał sobie pytanie, gdy ostatni raz ją widziałem miała trzynaście lat. Nie mógł oderwać oczu od Haruno, zastanawiał się czy może nie pomylił domów. Sakura siedziała na parapecie patrząc w gwiazdy, można powiedzieć, ze na kogoś czekała. Ale na kogo? Może na niego? Przez chwile dopuścił do głowy taką myśl, lecz zaraz ją wygonił. Nie mogła go pamiętać po tylu latach rozłąki. Przyglądał się każdemu ruchowi jaki wykonywała, nie mógł uwierzyć, że tak się zmieniła. Przez nieuwagę oparł się o suchą gałąź, która pod wpływem jego ciężaru złamała się i spadła na ziemie robiąc dużo hałasu. Sakurze nie umknął ten incydent uwadze.Otworzyła okno i wyskoczyła na podwórko.

-Kto tu jest? –spytała rozglądając się wokoło. Podeszła do złamanej gałęzi, dobrze ją oglądnęła i spojrzała w górę tam gdzie powinna się znajdować. Nikogo nie ma, pomyślała. Spuściła głowę smutna,ruszyła powoli w stronę swojego pokoju.

Itachi starał się nie ruszać, ledwo udało mu się zeskoczyć niepostrzeżenie do krzaków znajdujących się niedaleko drzewa. Znalazł się w bardzo niewygodnej pozycji, jedną nogę miał wyprostowaną do przodu, a drugą podkulona pod siebie, na której siedział, dłońmi podpierał się by nie stracić równowagi. Gałęzie krzaków gniotły go w plecy, a listki cliwiły po twarzy. Musiał wytrzymać żeby nie przyciągnąć niepotrzebnymi ruchami uwagi dziewczyny.

-Kurwa gdzie jesteś! Czekam na ciebie od trzech lat!! Ile można? – krzyknęła poirytowana, łzy płynęły jej po policzkach, upadła na kolana i zaczęła szlochać. Itachi siedział cicho w krzakach, nie wiedział co ma zrobić. Teraz miał już pewność, że to na niego czeka. Ale co miał zrobić? Wyjść z kryjówki, przytulić ją i powiedzieć, że już wszystko dobrze bo jest przy niej? To wydawała mu się głupie, zważając na jego opinię: zimnego, nieczułego drania, który bez chwili namysłu wyrżnął całą swoją rodzinę, tylko z braku czasu oszczędził swojego młodszego brata. To właśnie przez tą zbrodnię, której się dopuścił nie mógł jej często widywać, prawie w ogóle. Raz w roku 26 kwietnia, kiedy wszyscy mieszkańcy Konohy opuszczali swoje domy, aby świętować pokonanie lisiego demona urządzając coś w rodzaju turnieju,najlepszy zawodnik miał okazję w przyszłości stać się Hokage wioski. Itachi bez dłuższego namysłu wygramolił się z krzaków szybko stając za Sakurą. Dziewczyna usłyszała szelest, popatrzyła w tamtą stronę, lecz nikogo nie zobaczyła.Mężczyzna położył jej dłoń na ramieniu, szybko się odwróciła. Jej oczy napełniły się łzami szczęścia. Wstała i wtuliła się w tors ninji.

-Myślałam,że o mnie zapomniałeś –wyszeptała. Uchiha stał nieruchomo, zaskoczyła go reakcja Haruno, lecz po chwili objął ją obiema rękami. Trwali tak jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu Sakura przypomniała sobie w jakiej sytuacji się znajdują. –Wejdź do środka bo może Cię ktoś zauważyć.

Posłuchał jej i poszedł za nią do pokoju. Zostawiła go na chwile samego i poszła przygotować herbatę, wróciła najszybciej jak mogła i podała napój gościowi. Zasłoniła zasłony w oknie i usiadła na przeciwko niego.

-Czemu nie dawałeś znaku życia przez trzy lata Onii-san?? – przeszła od razu do rzeczy,była wściekła, że tak długo go nie widziała. On spojrzał na nią w zamyśleniu ,uśmiechnął się sztywno i upił łyk napoju.

-Byłem bardzo zajęty –oznajmij.

-Na tyle zajęty, żeby nie poświęcić jednego dnia w roku dla swojej siostry!!!! –wrzasnęła.

-Posłuchaj!–popatrzył na nią wściekły, uspokoiła się i przyjęła pozycję do wysłuchania go– Nie jesteś moją prawdziwą siostrą, ale traktuje Cię jakbyś nią była… Jesteś dla mnie bardzo ważna i nigdy bym sobie nie wybaczył jakby Ci się coś stało!–Jego wzrok powędrował w stronę dekoltu Sakury, który odkrywał jej prawie całe piersi, zaczerwienił się, odwrócił wzrok , upił łyk herbaty – I właśnie z tego powodu Cię nie odwiedzałem, groziło mi niebezpieczeństwo, gdybym cię odwiedził mógłbym ściągnąć je na Ciebie…

-Rozumiem…-przerwała mu – ale teraz jesteś już bezpieczny?? –zapytała z nadzieją przybliżając się do mężczyzny. Jej luźna bluzka odkryła większy obszar piersi ukazując czarny stanik.

-Tak–Jego wzrok znowu zawędrował na piersi Sakury – mogła byś się lepiej ubrać?-spytał.

-Hmmm?–wyprostowała się – o co ci chodzi?- zdziwiła się. Popatrzyła na niego pytająco.

-O twój wyzywający strój.. zawsze się tak ubierasz? – upił kolejny łyk herbaty nie chcąc spotkać jej wzroku.

-Tylko dla ciebie.. -oznajmiła trochę się czerwieniąc. Itachi wypluł napój na ziemię.Ich spojrzenia się spotkały na krótką chwilę.

-Dla…dla mnie?? – popatrzył na nią podenerwowany. O co jej chodzi? Czy ja czasem się nie przesłyszałem, myślał gorączkowo.

-No…jakby Ci to powiedzieć… -była czerwona jak burak, nerwowo mrugała oczami, nie wiedziała co ma z sobą zrobić. –Kocham Cię Onii-san! –zamknęła oczy jakby czekała na pobicie.

W jakim sensie ona mnie kocha, myślał, chyba nie w… -Rozumiem. –oznajmił chłodno-darzysz mnie miłością siostrzaną, to normalne… -uciekł od tematu, wmawiał sobie, że to Tylko siostrzana miłość chodź dobrze wiedział, iż to coś więcej.

-Aleja nie koc…-nie dał jej dokończyć, poderwał się do góry wywracając stolik i wszystko co na nim się znajdowało, zatkał jej usta dłonią. Dzbanek z herbatą rozbił się na ziemi jego zawartość rozlała się na dywaniku. Patrzyli sobie w oczy, jej zalały się łzami, nie wiedział o co chodzi, wziął dłoń z jej ust.

-Przepraszam jeśli coś ci zrobiłem… -wstał i podszedł do okna, rozsunął zasłony, oparł się o krawędź łóżka patrząc na gwiazdy.

-Nic mi nie jest….ja po prostu…-nie dokończyła, podwinęła nogi, w których ukryła twarz, zwinęła się w kulkę kołysząc się w przód i w tył. Itachi kontem oka spojrzał na Sakurę, zrobiło mu się jej żal, podszedł do niej i ją przytulił.Dziewczyna mocno wtuliła się w Uchihę . Piersi Haruno mocno przylegały do torsu mężczyzny, czuł je. Nie mógł ją od siebie odepchnąć, coraz bardziej ją do siebie tulił, z każdą chwilą rosło jego pożądanie. Wiedział, że to jego siostra i tylko ten fakt powstrzymywał go przed działaniem… Sakura rozluźniła swój mocny uściska i zaczęła błądzić palcami po torsie Itasia. Oderwała się od niego, on posłusznie ją wypuścił, popatrzyła w jego oczy, jej skrzyły się od łez. Powoli zbliżyła usta do jego, złożyła na nich delikatny, krótki, ale zachęcający pocałunek. Nie protestował,więc różowowłosa powtórzyła czynność, również żadnej reakcji. Itachi patrzył się na poczynania dziewczyny, zastanawiał się czy powinien działać, czy się od niej odsunąć. Gdy Sakura chciała go pocałować po raz trzeci odsunął głowę w bok. Zawiedziona spojrzała na niego smutno.

-O co chodzi? –spytała nie kryjąc żalu.

-Traktuję Cię jak siostrę, nie możemy tego robić… -odpowiedział krótko i stanowczo.Wstał, posłał jej zimny uśmiech i odwrócił się do niej plecami. – Nie chce cię skrzywdzić… chyba muszę już iść –ruszył w stronę okna, otworzył je, już miał zamiar wyskoczyć, lecz powstrzymała go Sakura przywierając do niego całym ciałem, mocną go tuliła do siebie. Czuł jak drżała, wiedział, że nie chciała zostać sama, w końcu nie widzieli się trzy lata. Zamknął okno i zasłonił zasłony. Przez chwilę stali nieruchomo, żadne nie chciało przerwać ciszy jaka panowała. Itachi’emu wydawało się, że te kilka minut trwają całą wieczność.

-Rozumiem Cię –odezwała się pierwsza -Ja na początku myślałam, że to jest tylko siostrzana miłości, dopiero niedawno zrozumiałam, iż to coś więcej…- oderwała się od niego, patrzyła na jego plecy,lekko się rumieniła. Itachi odwrócił się do niej, stali blisko siebie, dziewczyna wiedziała, że na nią patrzy.



Kisame skończył przygotowania do nowej misji, było już po drugiej. Cicho wyszedł z kryjówki i udał się w kierunku Konohy. Jeśli będę się uwijał dotrę tam za dwie godziny, pomyślał. -Ciekawe co ten Itachi kombinuje? Czemu wybrał się do Konohy? –mówił do siebie.



-Itachi?Czy ja Ci się podobam? –spytała, odważyła się spojrzeć w jego ciemne oczy.Mężczyzna przez długi czas milczał. Nie wiedział co ma odpowiedzieć, Sakura bardzo mu się podobała, była bardzo pociągająca. Pożądał ją, ale fakt, że traktował Sakurę jak siostrę nie pozwalał mu zrobić pierwszego kroku.

-Tak,jesteś piękną kobietą –wydusił w końcu z siebie. Żałował, że powiedział prawdę,bo w oczach Haruno pojawiły się płomienie. Objęła go za szyję chcą złożyć na jego ustach pocałunek. Itachi odepchnął ją lekko kierując na ścianę obok okna.Opar obydwie ręce na zimnym murze zamykając Sakurę w objęciach. Była zdziwiona jego reakcją, ale nie protestowała. Itachi długi czas patrzył się w jej wyraziste zielone oczy. Nachylił się, dotknął ustami jej warg, przyszpilając ją do ściany. Sakura cicho westchnęła, jego bliskość pozbawiła ją oddechu. Rozum Itachi’ego przyćmiło pożądanie, kierował się tylko nim. Pocałował ją namiętniej, pożądanie.Dziewczynę ogarnęło podniecenie, które spowodowało natychmiastowy rozkwit jej zmysłów. Przysunął się bliżej niej, miała takie piękne dojrzałe ciało i tak gorące. Przez chwilę myślała, że to tylko jej wyobraźnia, lecz w krótkim czasie uświadomiła sobie, iż spotyka ją coś niezmiernie rzeczywistego. Zadrżała i objęła Itasia za szyję, teraz czuła jego ciepło, które wzrastało z każdą minutą. Ogarnął ją zachwyt i mocne pragnienie. Zdała sobie sprawę, że całe życie z utęsknieniem czekała na coś takiego. Itachi oderwał od niej usta. Oczy błyszczały mu pożądaniem i zdziwieniem. Nie mógł uwierzyć, że to on ją teraz pragnie.

-Chcesz doprowadzić mnie do szaleństwa, prawda? –wsunął dłonie w jej puszyste włosy, po czym delikatnie pociągnął jej głowę do tył. Zaczął całować jej szyję. Sakura drżała pod tą zmysłową przemocą. Uchiha nadal całował jej szyję zostawiając mokre ślady i malinki. Sakura nagle poderwała się i wbiła usta w jego wargi. Pragnęła smakować go, dotykać, czuć… Podniecał ją dotyk dłoni mężczyzny, pragnęła więcej. Jego zapach zawrócił jej w głowie. Wsunęła język głębiej, całowała go gwałtownie.

-Itachi…

-Jesteś wspaniała….

Powiódł rękami do jej talii, potem do biodra. Kiedy jęknęła, przesunął dłoń niżej,podciągnął spódnicę i zaczął masować jej udo. Poczuła zimne dotknięcie,uśmiechnęła się do kochanka. Itachi złożył namiętny pocałunek na jej ustach.Mężczyzna pieścił wewnętrzną stronę jej uda. Westchnęła i ukryła twarz na jego ramieniu.

-To jest takie podniecające –wyszeptała. Itachi uśmiechnął się do siebie, cieszył się, że sprawia jej przyjemność.

-To miłe, że cię podniecam..- Złożył pocałunek na jej uchu, przygryzł je. Sakura cicho westchnęła, pocałowała go w brodę, a następnie w usta.

-Jesteśmy tu sami? –spytał ochrypłym głosem.

-T..tak–wyszeptała przygryzając jego ucho. Bez ostrzeżenia zdjął jej dolną bieliznę i uniósł drobną nogę opierając na swojej. Spódnica była wyżej ud, całkowicie odsłaniała łono. Dłoń mężczyzny przesunęła się prosto do rozognionego, wilgotnego miejsca miedzy nogami. Sakura krzyknęła cicho, zaskoczona.

-Itachi!

Itachi pocałował ją gwałtownie, zaczął ja pieścić. Zamarła. Wbiła palce w ramię Uchihy.

-Mój Boże, jaka jesteś słodka. – westchnął wprost do jej ucha. W jego głosie brzmiała rozkosz i podziw. Badał palcem jej wnętrze, gładził je. Włożył lekko palec w jej kobiece przejście, zaczął poruszać ręką. Sakura wiedziała, że gdyby Itachi jej nie podtrzymywała rozpłynęła by się z zachwytu. Sakura krzyknęła,jej ciało reagowało na każdy dotyk mężczyzny. Wtuliła się w niego mocniej kryjąc twarz w jego ramionach.

-Och!Nie. –Zupełnie straciła oddech, ponieważ w tej chwili zaczął gładzic ją namiętnie. Wolną ręką osunął ramiączka jej bluzki, zaczął całować jej ramiona zniżając się do dekoltu. Dziewczyna pomrukiwała przyjemnie z podniecenia.Powoli wysunął rękę z pomiędzy jej nóg, powędrował nią do zapięcia stanika i je odpiął. Jego oczom ukazały się jędrne piersi, zaczął je całować, przygryzać stwardniałe sutki. Jej jęki podniecały go, jego członek powiększał się. Wziął ją na ręce i zaniósł na łóżko, położył ją delikatnie nie odrywając oczu od jej zielonych tęczówek. Uśmiechnęła się do niego, delikatnymi dłońmi zaczęła rozpinać jego płaszcz, gdy skończyła zdjęła z niego tę część garderoby. Itachi wydawała się zaczarowany jej uśmiechem. Namiętnie całował jej piersi. Jego dłonie wędrowały po jej ciele. Złapał zębami jeden sutek, w tej samej chwili wsuwając dłoń pod spódnicę.

Przeszywające uczucie oczekiwania przelało się przez nią, kiedy poczuła jego palce na wewnętrznej stronie uda. Znowu zamierzał dotykać ją tak jak wcześniej, podobało jej się to. Pocałował ją namiętnie w usta masując wolną ręka pierś.

-Jesteś gotowa? –spytał, mówił tak jakby przed chwila przebiegł kilka kilometrów. Sakura zdenerwowana zacisnęła uda wokół jego dłoni. Itachi wszedł w nią lekko, tylko na tyle, by drżała z pragnienia.

-Och,Itachi, Boże! – Chciała więcej. Musiała dostać więcej, ale nie wiedziała jak opisać to, czego pragnie. Uniosła biodra, wyginając się przed nim. Itachi delikatnie rozchylił jej wargi sromowe. Sakura jęknęła. Wbiła paznokcie w ramiona kochanka. Jak przez mgłę uświadomiła sobie, że Uchiha wysuwa rękę spomiędzy jej nóg. Zaczął rozpinać spodnie. Wiedziała co się teraz zdarzy., starała się przygotować na ten moment.

-Pocałuj mnie –poprosił Itachi. Przyciągnęła go do siebie z namiętnością. To było łatwe,dobrze wiedziała jak go przytulać, całować. Itachi wszedł w nią jednym mocnym pchnięciem.

-Itachi!– Zamarła. Nie mogła oddychać. Mężczyzna zaczął się w niej ruszać, z czasem ruchy stawały się coraz szybsze. Dostosowała się do niego, współpracując biodrami. Otuliła jego biodra swoimi nogami. Ostatnie pchnięcie. Ciecz wytrysnęła do jej wnętrza. Zdyszany wyszedł z niej kładąc się obok. Pocałował ją w usta i przykrył oboje kołdrą. Zasnęła w jego objęciach.

Dochodziła piata nad ranem. Itachi’ego obudziły głosy zza ściany. Poderwał się gwałtownie do pozycji siedzącej. Rozejrzał się po pomieszczeniu i przypomniał sobie to co stało się kilka godzin temu. Tak się powstrzymywał, nie chciał jej skrzywdzić,a to zrobił… Popatrzyła na Sakurę, słodko spała, nie chciał jej budzić.. Wstał z posłania i się ubrał. Znalazł kawałek karki i długopis. Przystanął przy biurku i napisał liścik, zgiął go i położył na poduszce obok Sakury.

-Przepraszam…mam nadzieję, że to ci wszystko wyjaśni –wyszeptał.

Otworzył okno i wyskoczył na zewnątrz. Wylądowała twardo na ziemi, rozglądnął się wokoło. Nikogo nie zauważył.Spojrzał ostatni raz na okno pokoju Haruno i bez dłuższych namysłów wyskoczył na dach jednego z domów w pobliżu. Uciekał z tego miejsca niepostrzeżenie. Był wściekły na siebie, że wykorzystał dziewczynę i musi odejść, ale nie widział lepszego wyjścia…





Kisame stał na nosie czwartego Hokage rozglądając się po okolicy. Zauważył w oddali Ninije skaczącego po dachach domów. Rozpoznał go od razu, był to Itachi. Zeskoczył ze skały podążając w jego stronę. Dogonił go.

-Itachi,nie śpiesz się tak… -zawołał za nim. Mężczyzna przystanął, spojrzała na towarzysza.

-Po co tu przyszedłeś? – spytał chłodno.

-Mamy tu pewną sprawę do załatwienia… - Uśmiechnął się zadowolony.





Sakura otwarła leniwie oczy, zauważyła, ze jest sama. Wstała wystraszona rozglądając się po pokoju, była w nim sama. Spuściła głowę, łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Dostrzegła małą karteczkę ułożona na poduszce. Wzięła ją do reki i zaczęła czytać.

Moja Droga,

nie chcę Cię teraz opuszczać po tym co zdarzyło się miedzy nami, ale muszę.. Wiedz, że nie zapomnę o tej wspaniałej wspólnej nocy. Gdy tylko uporządkuje wszystkie swoje sprawy wrócę po Ciebie i uciekniemy z tej przeklętej wioski gdzieś daleko..

Twój Itachi...

Sakura przytuliła liścik do siebie, łzy bardziej napłynęły do jej oczu.

-Będę czekać -wyszeptała...
 

 
Minął miesiąc od poprzedniego stosunku. Od tego czasu Itachi, nie odzywał się do niej, nie zamienili z sobą ani jednego słowa, oby dwoje milczeli… Ta cisza doprowadzała Sakure do szału. Czym ona niby była? Rozrywką?? Denerwował już ją Uchiha ze swoim zachowaniem. Nie pozwalał jej wychodzić na świeże powietrze, bał się, że ucieknie… Nic nie mogła robić, zawsze gdy wychodził kluczył ją, i zostawała sama w pokoju ze swoimi myślami. Poddała się już jego woli.
Siedziała na łóżku podkulona, wpatrywała się w krajobraz za oknem, chciała wyjść, ale nie mogła, zamykał ją cały czas...
Westchnęła.
Usłyszała otwieranie zamka
Popatrzała na drzwi, w których stał ciemno włosy mężczyzna.
-Chodź – powiedział
-Gdzie? – zapytała mężczyznę, który pierwszy raz od tygodnia się odezwał
-Chyba nie chcesz przesiedzieć tu całe życie?! – powiedział swoim oschłym głosem, wpatrywał się w kobietę – Przejdziemy się.
-Dobrze – powiedziała, nie ukazała entuzjazmu, ale wewnątrz była szczęśliwa że może chodź trochę poczuć świeżego powietrza. Wzięła czarny płaszcz, nałożyła na siebie i wyszła razem z mężczyzną, który nie odezwał się, lecz od czasu do czasu czuła jego wzrok na sobie. Wyszli na zewnątrz, światło oślepiło ją, wdychała świeże powietrze nasycone aromatem kwiatów. Mężczyzna kroczył nie zwracając uwagi, że się zatrzymała, dogoniła go.
-Tylko nie próbuj uciekać. – mówił swoim lodowatym głosem, wszystko ukrywał – Bo daleko nie uciekniesz. – nic nie powiedziała , kroczyła obok niego. Wiał leciutki wiatr, który bawił się ich włosami i materiałem od płaszczy. Sakura się zatrzymała, poczuła, że zbiera jej się na wymioty, podbiegła do krzaków i wymiotowała. Pojawiało się to coraz częściej, ale Uchiha widział to pierwszy raz. Poczuła jego ciepłą ręka na ramieniu, popatrzała na niego.
-Nic ci nie jest? – zapytał zimno.
-Nic – powiedziała, lecz widziała jego wzrok, mógł się domyślać. – Zatrułam się jedzeniem – wytłumaczyła. Okłamała go, lecz nie chciała mu jeszcze nic mówić. Zachwiała się i upadła na tors Itachiego. – Przepraszam, zakręciło mi się. – wziął ją na ręce – Itachi postaw mnie – powiedziała, nie zwracał na to uwagi, próbowała parę razy, lecz nic nie skutkowało, prze teleportował się razem z nią do siedziby. Ułożył ją na łóżku. Usiadł obok niej.
-Więc co ci jest, Sakura? – dopytywał
-Powiedziałam ci już. – powiedziała
-To nie jest prawda, możesz mi powiedzieć co ci dolega... – powiedział, popatrzała mu w czarne oczy, było w nich cos innego jak miłość. – Wiem, że zachowywałem się jak skończony idiota przez te wszystkie lata, a szczególnie przez ten miesiąc, nienawidziłaś mnie, może jeszcze tak jest, nie wiem. Ale Sakura wiedz jedno Kocham Cię, wiem szalałaś za… - nie dokończył swojego zdania przerwały mu w tym usta kobiety. Oddawał każdy pocałunek. Oderwała się od niego… Łzy płynęły jej po policzkach, wytarł je.
-Dziękuje. Też Cię Kocham, nikogo tak nie kochałam jak ciebie. – popatrzał na nią zdziwiony. – I dobrze się składa, że mnie kochasz. – patrzał na nią niezrozumiale – Itachi jestem w ciąży. – powiedziała i spuściła głowę
-Ile? – zapytał
-Miesiąc – powiedziała nie patrząc na niego. Uchwycił jej podbródek i pocałował.
-Dziękuje – powiedział do jej ucha – Za to, że dajesz mi potomstwo. – wtuliła się w niego mocno.



~*~*~*~



Wielki dom, w którym mieszkała pewna cztero osobowa rodzina, w której jeszcze miał przyjść jeden maluch na świat. Kobieta krzątała się po kuchni przyrządzając śniadanie dla całej rodziny.
-Mamo!! – krzyknęły jednocześnie dzieci w wieku sześciu lat, kobieta się spojrzała na nie. – Tata nie chce wstać, a miał dzisiaj uczyć nas zaawansowanych technik. Pomóż nam. – kobieta uśmiechnęła się. Napełniła dwa kupki zimnej wody i podała im, śmiały się cichutko, weszły do sypialni rodziców, gdzie teraz spał tata dzieci.
-Osz wy małe…! – mówił głośno ojciec dzieci.
-To za to, że tata nie chciał wstać.. – powiedziały jednocześnie. Zawsze się ze sobą zgadzały, bliźniaki, chłopczyk i dziewczynka. Dzieci wybiegły z sypialni, a za nimi ich ojciec cały przemoczony. Kobieta nie mogła ze śmiechu. Mężczyzna spojrzał się na panią domu. Dzieci przystanęły.
-Sakura, musiałaś akurat dać im wody? – zapytał się, uśmiechnęła się
-Och Itachi, ale obiecałeś im, że nauczysz ich nowych technik, musisz dotrzymać obietnicy. – powiedziała
-Tak, mama ma racje!! – krzyknęły oboje, Itachi podszedł do Sakury i objął ją w pasie patrząc się na jej kulisty brzuch. Poczuł kopnięcie malucha. Obrócił po woli Sakure i pocałował namiętnie.
-Fuj!! – krzyknęły głośno dzieci.
-Mamo – krzyknął chłopiec
-Tato – krzyknęła dziewczynka
-Przestańcie – powiedzieli oby dwoje – Nie przy nas.
-Tetsui, Yuko kiedyś to i wy będziecie się całować z sowimi drugimi połówkami.
-Nigdy!! – krzyknęli jednocześnie, rodzice uśmiechnęli się i pocałowali jeszcze raz. – Tato chodź, chcemy umieć nową technikę!
-Dobrze, dobrze. Dajcie mi się tylko ubrać. – powiedział Itachi, i poszedł do sypialni i ubrał się w czyste rzeczy, wyszedł i poszedł z dziećmi nad jezioro, gdzie zawsze trenowali, zawsze było widać ich z okna kuchni. Sakura podeszła do okna i patrzała się na trójkę jej rodziny.
‘Jak ja was kocham… Itachi, nigdy nie myślałam, że będziemy razem, a w dodatku, że będziemy mieli taką wspaniałą rodzinę. One wyglądają jak ty identycznie, lecz charaktery mają mieszane. Ciekawe jak to dziecko będzie wyglądało i co po nas będzie miało’ – pomyślała i chwyciła się za brzuch – ‘Będę was wszystkich kochała taką sama miłością, nikogo mniej nikogo więcej’
 

 
ItaSaku - Nienawiść czy miłość? Part 1

Piękna gwiaździsta noc, czerwony księżyc widniał na granatowym niebie wraz z migoczącymi punkcikami, oświetlając drogę pewnej postaci, która zmierzała przez las, ścieżką, postać miała na sobie czarny płaszcz, na głowie kaptur, spod niego wydostawały się kosmyki różowych włosów, chakra postaci nie dało się wyczuć. Patrzała się przed siebie. Zauważyła brany wioski, Kiri. Wkroczyła z gracją do wioski, wzrok wymierzyła w strażników, jak zawsze spali niczego nie świadomi. Skręciła w pobliską uliczkę, zauważyła w pobliżu otwartą budkę z ramenem. Usiadła i zamówiła jeden ramen, zapłaciła od razu... Sprzedawca podał jej gorący posiłek, zaczęła konsumować. Usłyszała rozmowę pewnych dwóch mężczyzn przechodzących obok budki z ramenem.
-Czemu mi nie wierzysz? - zapytał jeden z nich
-To nie możliwe- powiedział drugi - Jak jakaś kobieta, może uciec z siedziby morderców rangi S, to śmieszne - zaśmiał się ironicznie, przystanęli na chwilę - Słyszałem wiele plotek o nich, ale takiej głupiej jeszcze nigdy... Jak ty możesz sobie wyobrażać, że ktokolwiek ucieka z tej przeklętej i bez litości kryjówki, kto wpadnie w ich łapska nie wydostaje się żywy, oni wszystkich zabijają, nie litują się nad nikim, a w dodatku nad słabymi shinobi. Wolą mieć ich z głowy. Jesteś głupi, że wierzysz takim plotką, to jest nie możliwe... A teraz chodźmy.
-Ale... - nie dokończył
-Chodź. Nie chcę takich głupot słuchać. - usłyszała oddalający się głos
-Dobra - pierwszy pobiegł w stronę mężczyzny, który był juz daleko.
'Więc oni nie potrafią wierzyć, że ktokolwiek potrafi się wydostać z Ich siedziby. '- myślała - ' Nie mogę nic im udowodnić, lecz może kiedyś. Teraz muszę ruszać w dalszą drogę, aby uciec jak najdalej przed Nimi. Nie chcę znowu tam trafić, nie mam najmniejszego zamiaru' -pomyślała, wstała i zmierzała w dalszą drogę. Zawiał lekki wiatr, który zafalował czarnym materiałem odkrywając sylwetkę dziewczyny, korony drzew szumiały, tak jak zechciał wiatr i nucił melodię... Mijała wiele ludzi na drodze, lecz niczego i nikogo się nie mogła spodziewać. Społeczeństwo wioski patrzyło na nią dziwnym wzrokiem, lecz nie zwracała na nich uwagi. Usłyszała bicie dzwona, wszyscy zaczęli uciekać, zatrzymała jakąś jedną osobę.
-Co się dzieje? –zapytała nieznajomą
-Radzę ci tu tak nie stać! - powiedziała głośno - Akatsuki wkroczyło do wioski! - mówiła swoim głośnym tonem - Puść mnie nie chcę zginąć z ich ręki, mam dziecko, które chcę żeby jeszcze żyło. - powiedziała juz spokojniej kobieta i przytrzymała się za brzuch, puściła ją.
-Uważaj na siebie. - powiedziała już na odchodnę kobiecie, lecz ona nie usłyszała tego, wszyscy pozamykali się w domach, nie chcieli aby katastrofa właśnie ich spotkała, każdy chciał dobra dzieci i swojego... Ruszyła w stronę z której przyszła, lecz los chciał, że musiała Ich spotkać
-A dokąd to, Księżniczko? - usłyszała za sobą tak znienawidzony głos - Gdzie się znowu wybierasz?
-Nie twój interes... Byle dalej od Was wszystkich. - powiedziała, lecz można było wyczuć w głosie strach, nie była dość sina, aby móc z nimi walczyć, nie dorastywała im do pięt, ale była dosyć inteligentna, aby móc zwiać od nich i wszystkich przechytrzyć.
-A właśnie, że Nasz interes. Lider jest nie zadowolony twoją ucieczką, więc teraz z nami wrócisz. Pochwalam, nie przypuszczałem, że tyle zdołasz nam uciekać? Minęły całe trzy miesiące od kąd ostatnio się widzieliśmy, nie sktęskniłaś się za nami? - pytał oschłym głosem.
-Chyba sobie kpisz. - powiedziała odwracając do nich wzrok, spojrzała się na dwie postacie stojące za nią w czarnym płaszczu w czerwone chmurki i słomianym kapeluszu z dzwonkiem. - Za takimi jak wy nie ma mowy, abym się stęskniła. Jesteście kanaliami, które powinny zniknąć z tego świata... Dlatego zostawcie mnie w spokoju - dokończyła ze strachem i ruszyła.
-Wyczuwam w twoim głosie nutkę strachu. - powiedział wróg, którego za wszystko znienawidziła, za to, że porwał ją w szeregi Akatsuki, że musiała się przyłączyć, za zabicie jej ukochanego, za wszystkich których zabił aby mieć Ją. A w dodatku musiała na to wszystko patrzeć, patrzeć na śmierć swoich bliskich, przyjaciół, rodziców, swojej mentorki, wszystkich pozabijał, którzy byli dla niej ważni. Nie oszczędził nikogo, dla niego była ważna tylko Ona. - Nadal się boisz Nas, chociaż że spędziliśmy z Tobą tyle lat?
-Chyba jesteś śmieszny - powiedziała, lecz dobrze wiedziała, że boi się go bardziej niż ognia, to Oni zniszczyli jej szczęśliwe życie, które teraz zamieniło się w piekło. Zawiał leciutki wiat, który zdmuchnął z głowy kaptur, który opadł na plecy. Księżyc oświetlił swoim blaskiem twarz kobiety, wpatrywała się szmaragdowym wzrokiem w mężczyzn. - Nie wiem po co wam jestem dalej potrzebna, zrobiłam to co chcieliście, więc dajcie mi już spokój. To przez ciebie Uchiha mam takie przejebane życie!! - krzyknęła, uśmiechnął się chamsko i zniknął z oczu... Poczuła dreszcz, który przeszedł jej po plecach. Wpatrywała się w towarzysza swojego najgorszego wroga.
-Sakura... - powiedział jej do ucha zimny i bez uczuć głos, źrenice zwiększyły się do granic możliwości. - Ja ci tylko zrobiłem miejsce w twoim życiu, a ty musisz ją uzupełnić. Oni nie byli ci w ogóle potrzebni...
-Zrobiłeś miejsce w moim życiu?? - zapytała - Dlaczego? I co ty możesz o mnie wiedzieć?! Nic
-Sama znajdziesz na to odpowiedź, a wiem o tobie więcej niż ci się zdaje - powiedział, poczuła ból w okolicach karku, i silne ręce, które podnosiły ją, zauważyła długie czarne włosy mężczyzny.
-Idziemy Kisame, mamy naszą zgubę - powiedział opanowanym głosem posiadacz Sharingana, więcej nic nie pamiętała, zemdlała w silnych objęciach Itachiego.



~*~*~*~



Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu, chciała złapać się za głowę, ruszyła rękami, usłyszała szelest metalu obijającego się o siebie. Nie mogła uwolnić rak z żelaznego uścisku. ‘Jeszcze tego brakowało, teraz to już na pewno się nie uwolnię… Niech cię szlag Itachi’ – pomyślała. Westchnęła ciężko, miała go serdecznie dosyć. ‘Co On miał na myśli mówiąc, że musze wypełnić lukę w swoim życiu…? Dziwny z niego facet, lecz nie taki zły na jakiego się wydaje… Zwariowałam, on jest mordercą, nie mogę o nim myśleć pozytywnie.’
Usłyszała szuranie krzesła w pomieszczeniu, spojrzała się w tamtą stronę z której dochodził hałas, zauważyła szkarłatne oczy, które wpatrywały się w jej osobę, świdrowały ją przeszywającym wzrokiem. Ich oczy się spotkały, pogłębiła się w tym szkarłatnym spojrzeniu, wiedziała że mogła zostać złapana w Jego gengutsu w każdej chwili, lecz dziwiło ją czemu nie odwraca od niego wzroku, bała się go, a tu nie potrafi oprzeć się jego urokowi. Odwróciła szybko wzrok, aby nie zrozumiał co w jej sercu zaistniało.
-Myślałem … - zaczął mówić, i kroczył w stronę łóżka, na którym leżała, nie spojrzała na niego, ale jego głos był melodia dla jej uszu, przymknęła powieki. - …że nienawidzisz mnie, a twoje uczucia są przeciwne, do tych o których myślałem.- nie odzywała się nie chciała, stanął przy niej, czuła jego zapach, wydawał się dla niej tak intensywny, że nie potrafiła mu się obrzeć. Coś jej podpowiadało, aby nie traciła czasu, teraz byłby odpowiedni czas. Lecz nie, ona była bardzo uparta, nie powie mu tego, tyle lat tu spędziła, i to on wziął od niej to czego żaden mężczyzna nie powinien skraść… Ona uległa jemu nikomu innemu, stał się bliski jej serca… Usłyszała zgrzyt otwierającego się zamka od jej uwięzienia, wymierzyła osobę stojącą nad nią i odwiązującą. Spojrzał się na nią zimnym i bez uczuciowym wzrokiem, Sharingan błyskał mu w jego spojówkach.
-Dlaczego? –zapytała, wstała do pozycji siedzącej i masowała sobie nadgarstki, zauważyła lekkie blizny po łańcuchach.
-Bezinteresowny cel. – powiedział bez uczuciowo
-Bezinteresowny cel?? – zapytała, nie odpowiedział, popatrzała na niego, jego oczy miały teraz kolor czerni, - Każdy ma w tym jakiś cel. Jaki ty miałeś??
-Żaden – powiedział swoim suchym głosem. ‘Dziwny z ciebie facet Itachi’ – powiedziała w myślach – ‘Bardziej skryty niż spotykałam dotychczas mężczyzn’ – Sakura dzisiaj śpisz tu. Lider nie chce abyś ponownie uciekła, jesteś od dzisiaj pod moim okiem. Już ci nie dam tak łatwo zwiać, jak to robiłem dotychczas… Od dzisiaj śpisz tu ze mną.
-Co!! – krzyknęła wstając, pożałowała, zakręciło się jej w głowie. – Czy Lider oszalał??
-Nie, jak byś nie uciekła była byś dalej w swoim pokoju, tez nie jestem z tego zadowolony. – mówił lodowatym głosem, po jej plecach przeszedł zimny dreszcz…Ruszyła w stronę drzwi, które kierowały do łazienki, zatrzymała się raptownie, nie miała piżamy. Obróciła się w stronę kruczoczarnego mężczyzny, trzymał w ręku swoją czarną koszulę, wzięła od niego.
-Dziękuje – wymamrotała, weszła do łazienki. On lekko uśmiechał się widząc jej wcześniejsze zakłopotanie. Zdjął nie potrzebne rzeczy i został w samych bokserkach, ułożył się wygodnie w łóżku okrywając się kołdrą. Otworzyły się drzwi od łazienki, w nich stanęła Sakura, bluzka sięgała jej do ud. Świdrował ją karym wzrokiem, zarumieniła się. Wśliznęła się pod kołdrę, poczuła jego rękę na swojej talii, jednym ruchem obrócił ją w swoją stronę. Usiadł na niej.
-Itachi co ty… - nie dokończyła, poczuła jego wilgotne usta na swoich wargach. Ręka mężczyzny powędrowała do uda kobiety, lekko masował skórę, zjechał z pocałunkami na szyje, pozostawiał mokre ślady z malinkami, językiem przejechał żuchwę i oblizał jej usta wpijając się w nie, rozchyliła usta dając mu pozwolenie na dalsze czyny skorzystał z zaproszenia, pogłębił pocałunek, Ich języki wplątały się w tańcu namiętności, zszedł z pocałunkami na drugą część szyi, przegryzał delikatną skórę kobiety.
Nie chciał ani jednego skrawka pozostawić, chciał w tą noc zdobyć ją całą, tylko on i ona razem, z pocałunkami zjechał jeszcze niżej na dekolt. Błądziła po jego umięśnionym torsie swoimi delikatnymi dłońmi, ręce mężczyzny dostały się pod bluzkę i błądziły po brzuchu, ku górze, natrafił na jędrne piersi. Jęknęła pod wpływem jego dotyku. Zdjął z niej bluzkę i rzucił za siebie.
Nie odrywał się od swojej czynności, pożądał ją całą, teraz jest cała jego nikogo innego… Pokochał kobietę, która powinna mu się sprzeciwić, lecz tego nie zrobiła, tak samo go pragnęła jak on jej. Zaczął pieścić jej piersi pocałunkami, zbliżył się do sutka i zaczął go ssać, jęknęła.
Jęki kobiety doprowadzały go do stanu niepohamowanego pożądania, całował ją zachłannie, teraz wszystko było jego, pozwoliła mu wziąć wszystko, całą ją, była tylko jego w tą jedną wymarzoną noc.
Zarumieniła się czując jego usta na swoich piersiach…
Z pocałunkami zszedł niżej na brzuch, przgryzał skórę i zostawiał po sobie czerwone, mokre ślady… Znalazł się na wysokości jej kobiecości, ucałował ją przez materiał, czuł, że w jego bokserkach brakuje już miejsca, aby wszystko przedłużać. Nie czekał na jej pozwolenie, zdjął przeszkadzający mu materiał i rzucił go w kąt pokoju. Ręce kobiety powędrowały do bioder mężczyzny, zdjęła mu ostatnią bieliznę, ukazało się jej jego przyrodzenie. Rozchylił jej nogi i wszedł w nią… Przez pokój przeszedł krzyk bólu Sakury, łzy spływały po policzkach, zcałował je. Po udach kobiety spłynęła duża ilość szkarłatnej cieczy… Ruszał się w niej powoli, aby sprawić jak najmniej bólu. Sakura owinęła go nogami, aby czuć go bardziej. Jęknęła z zachwytu. Przyśpieszył, poruszał się w niej szybko, aby sprawić jej jak najwięcej radości.
To co robił starszy Uchiha było dla niej nie do opisania, nie myślała o nikim innym tylko o nim, obydwoje wpadli w sidła euforii, nie patrzeli na nic, byli tylko oni…
Poruszał się w niej jeszcze parę razy. Doszedł w jej wnętrzu, po pokoju rozszedł się odgłos zachwytu oby dwóch osób. Itachi położył się na Sakurze ciężko dysząc. Uśmiechnął się i ucałował ją w usta, zbliżył się ucha Sakury
-Od dzisiaj jesteś tylko moja, nikogo innego. – powiedział triumfalnie. – Tylko moja. – nic mu nie odpowiedziała, głos utkwił jej w gardle, nie potrafiła nic powiedzieć, a nawet wydukać… Wpił się w jej usta. Całował ja pożądanie, lecz namiętnie. Wstał, ubrał się i wyszedł zamykając ją na klucz. Okryła się kołdrą, obróciła się w stronę okna. ‘Głupia byłam, dałam się wykorzystać.’ – pomyślała, łzy zaczęły ronić się z jej oczu ‘Uchiha? Tacy sami, nigdy się nie zmienią. To był jego cel, abym była jego. Nienawidzę wszystkich Uchiha, to są bezinteresowne i bezurzyteczne świnie…’
  • awatar sasusaku=): ślicznie piszesz ;) Masz może jakiegoś bloga z opowiadaniami sasusaku ? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Oto dziesiątka moich ulubionych postaci:
1.Hinata
2.Deidara
3.TenTen
4.Orochimaru
5.Sasuke
6.Itachi
7.Temari
8.Jiraya
9.Tsunade
10.Gai-sensei
A wasza 10 ? <Skopiujcie to i dodajcie na swój bloog a się odwdzięczę>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
PSEPRASZAM ZA MAŁE BLENDY ALE COŚ MI KLAWIATURA SIADA
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›